Lista Rozdziałów

niedziela, 19 października 2014

Rozdział XVII

 Na początku chciałabym was przeprosić za długą nieobecność :c Mam strasznie dużo tematów do ogarnięcia :P Ekonomik jest mega trudny, zwłaszcza druga klasa :) Zdaje sobie sprawę z tego, że pewnie niektórzy z was uważają, że wątek miłosny pojawił się za wcześnie a akcja za szybko się toczy. To było spontanicznie napisane, uznałam, że oni muszą być w tym momencie razem, żeby w przyszłości rozegrało się coś bardzo dramatycznego :) Sama do końca nie wiem jak będzie wyglądać przyszłość naszych bohaterów, jak mówiłam wszystko dzieje się spontanicznie. Obiecuję, że was nie zawiodę i sielanka nie będzie długo trwać w końcu do Hermiona i Draco :D

Życzę miłej lektury, wasza Marta :3

                                                             ..

Pochmurne listopadowe dni ciągnęły się niemiłosiernie. Wyglądały niemal identycznie. Deszcz, chmury i słonce co rusz znikające za gęstymi obłokami. Atmosfera każdego dnia była strasznie przytłaczająca. Nie było chwili, w której nie towarzyszyły by mi uporczywe spojrzenia innych uczniów. Zachowywali się strasznie dziecinnie, zwłaszcza Ślizgoni. Ci to dopiero byli nieznośni. Na każdym kroku docinali mi, że znalazłam sobie bogatego chłopaka czystej krwi i pewnie mam nadzieję, że to zamaże moje mugolskie pochodzenie. Tak samo zachowywał się Ronald, tyle, że on na dodatek wyzywał mnie od zdrajców i rzucał w moją stronę ordynarne teksty i pytania na temat mojego życia intymnego, - którego nawet nie było !- ośmielał się jednak na to tylko wtedy, gdy byłam sama. Zapewne bał się, że Harry'emu kiedyś puszczą nerwy tak jak i Malfoyowi. Ehh, muszę to jakoś przecierpieć. Warto było znosić te kilka niewybrednych komentarzy by spędzić chociaż dwie godziny w ciszy i spokoju z moim chłopakiem i przyjaciółmi. Często spędzaliśmy czas we czwórkę, pewnego razu nawet zjedliśmy razem obiad. To był bardzo dziwny epizod w naszym dniu. Ale tamtego dnia wszyscy czworo, czyli ja, Draco, Harry i Ginny mieliśmy już dość tych spojrzeń i szeptów ze strony innych, także stwierdziliśmy, że zrobimy im jeszcze bardziej na złość. Usiedliśmy w najdalszej części stołu Puchonów i konsumowaliśmy swoje posiłki w ciszy czasem wtrącając jakieś zdanie na temat wścibskich spojrzeń. Po jakimś czasie dołączył do nas Zabini, także narzekając na innych uczniów. 
           
                                                             ..
Zmierzałam właśnie w stronę gabinetu dyrektorki, by ta obejrzała moją bliznę na przegubie. Ostatnio 
zaczęło w niej się coś zmieniać. Krwawi niemal każdego dnia i wydziela dziwny zgniły zapach. Zupełnie tak jakbym zaczęła się rozkładać w tamtym miejscu jak trup. Poza tym przyszedł czas na moją pierwszą lekcję z profesor McGonagall i Snapem. Sama nie widziałam sensu w tych zajęciach, przecież miałam bardzo bogaty zakres zaklęć obronnych i innych potrzebnych w walce. Ale dyrektorka się uparła i nie chciała zmienić swojej decyzji. Za każdym razem, gdy próbowałam z nią o tym porozmawiać i powiedzieć co o tym wszystkim myślę zbywała mnie mówiąc, że musi wysłać sowę po składniki potrzebne do mojego eliksiru. Często używała tej wymówki, Snape zresztą też. Chociaż z nim osobiście nie rozmawiałam. Robili to za mnie Harry albo Draco. 
Szłam właśnie korytarzem prowadzącym do gabinetu dyrektorki, został mi do pokonania tylko zakręt, gdy za swoimi plecami usłyszałam szyderczy śmiech. Dobrze wiedziałam do kogo on należał, przez siedem lat ten śmiech, oczywiście z inną barwą nastroju bawił mnie i rozweselał.
- No no, Granger. Gdzie twój ochroniarz, zrobił sobie przerwę by pobawić się w fretkę? - powiedział ironicznie Ronald. Momentalnie się odwróciłam w jego stronę. Stał nonszalancko oparty o ścianę z wrednym uśmiechem na ustach i jedną brwią uniesioną ku górze w geście drwiny. W takich chwilach przypominał mi Malfoya z dawnych lat, tych przed wojną. Oh, rudzielec w tym momencie tak bardzo nadawał się do Slytherinu, że aż mi się go szkoda zrobiło. 
Posłałam mu podobny uśmiech i wywróciłam teatralnie oczami.
- Weasley, kiedy ty w końcu skończysz z tymi dziecinnymi zaczepkami ? Ja wiem, że ci się podobam i nie możesz znieść tego, że wybrałam kogoś innego. Zapewne kogoś lepszego. - zaszydziłam z niego. Momentalnie poczułam wyrzuty sumienia, tak bardzo nie lubiłam się z nim kłócić. Gdyby on tylko postarał się to wszystko zrozumieć. - A dla twojej wiadomości to Draco się teraz uczy, bo w odróżnieniu od innych on chce dobrze zdać  OWTM-y. - posłałam mu znaczące spojrzenie i odwróciłam się z zamiarem odejścia. Jednak chłopak mi to uniemożliwił. Złapał mnie mocno za ramie i obrócił w swoją stronę. Przyciągnął mnie tak blisko siebie, że niemal stykaliśmy się nosami. Patrzył mi głęboko w oczy. Starałam się w nich doszukać jakiejś kpiny czy tego typu uczuć ale widziałam w nich tylko strach, ból i smutek wymieszane z troską. 
- Hermiona co się z nami stało? - zaczął powoli, cedząc każde słowo. - Razem z Harrym byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. A potem pojawił się Malfoy i to wszystko zniszczył. Nie widzisz, że on chce nas wszystkich poróżnić? On na pewno ma kontakt z Lestrange, on to robi, żeby zrobić Ci krzywdę. Podsłuchałem kiedyś jego rozmowę z Zabinim, on tylko udaje. Proszę uwierz mi...
Długo patrzyłam na niego nie wiedząc co odpowiedzieć. Miałam mu zaufać i tak po prostu urwać cały kontakt z Draco, chociaż to nie było możliwe bo od tygodnia McGonagall przywróciła nam patrole. A może miałam go znowu olać i zachować się tak jak ostatnio miałam to w zwyczaju. Zaśmiać mu się w twarz i wyjść. Zawsze tak robiłam, gdy sugerował, że Ślizgon chce mnie tylko wykorzystać i zostawić na pastwę losu swojej ciotce. 
W sumie Rudzielec mógł mieć rację. Malfoy na początku roku szkolnego kiedy miałam pierwszy albo drugi koszmar powiedział mi, żebym nie martwiła się jego ciotką bo jest za słaba, jeszcze. O boże... A co jeśli Ron miał rację? Przełknęłam głośno ślinę i spojrzałam chłopakowi głęboko w oczy wyrywając rękę z jego uścisku.
- Ronaldzie, to ty to wszystko zniszczyłeś odsuwając się od nas. Zamiast tak na mnie naskakiwać, że dogadałam się z Malfoyem mogłeś mnie wspierać. Dobrze wiesz, że on nie jest zły i sam się nie prosił o to żeby zostać Śmierciożercą. A teraz wybacz idę do McGonagall, mam do niej ważną sprawę. Cześć.
Odwróciłam się i odeszłam nie patrząc w jego stronę ani raz. Zapewne dalej tam stał i patrzył w zakręt za którym zniknęłam. Potrząsnęłam głową odpychając od siebie wszystkie myśli kręcące się w okół Rona. Postanowiłam się skupić tylko i wyłącznie na mojej bliźnie i Bellatrix. To było teraz najważniejsze. Podeszłam do posągu chimery, który chronił wejścia do gabinetu dyrektorki. 
- Cytrynowy sorbet. - szepnęłam po cichu hasło. Marmurowa głowa posągu odskoczyła, a po chwili ukazały się schody prowadzące do gabinetu. Wspięłam się po nich szybko. Po chwili stałam już pod drzwiami gabinetu, który niegdyś należał do profesora Dumbledora. Podnosiłam już rękę z zamiarem zastukania w wielkie drewniane drzwi, gdy usłyszałam głosy po drugiej stronie i zatrzymałam ją w pół drogi.
- Severusie jesteś tego pewny? - zapytał z troską kobiecy głos, który od razu rozpoznałam. Dyrektorka ciągnęła dalej swoją wypowiedź. - Może jest inny sposób? Może jest jeszcze jakaś szansa? Przecież nie możemy jej skazywać na pewną śmierć...
McGonagall zwiesiła głos. Wyczułam w nim dużo smutku i żalu.
- Minerwo, Severus ma racje. - powiedział mężczyzna. - Hermiona sama musi stanąć naprzeciw Belatrix. To ona musi ją pokonać.  
- Albusie może tak wcale nie musi być. Na pewno jest jakiś sposób, żeby jej jakoś pomóc ! Ona jest jeszcze taka młoda! A posyłając ją samą do Bellatrix doprowadzimy do jej śmierci! - krzyknęła nauczycielka na portret byłego dyrektora Hogwartu.
- Minervo, kochanie uspokój się. - powiedział pokrzepiająco Dumbledore. - Dobrze wiesz co musisz zrobić, rozmawialiśmy już o tym. A teraz otwórz drzwi bo nasz gość już przybył.
Przełknęłam głośno ślinę. Po chwili duże drewniane drzwi się rozsunęły a przed sobą ujrzałam postać profesora Snape'a. Na moje policzki wstąpił szkarłatny rumieniec, spuściłam wzrok na swoje buty i odezwałam się po cichu.
- Ja prze-przepraszam... Nie miałam zamiaru podsłuchiwać... - zaczęłam ze zdenerwowania bawić się krańcem mojej spódnicy jeszcze bardziej się rumieniąc. 
- Nic nie szkodzi Hermiono, wejdź. - odezwała się Minerva ciepło próbując się uśmiechnąć, jednak wyszedł jej z tego grymas.
Posłusznie przecisnęłam przez drzwi do gabinetu dyrektorki. Nauczycielka pokazała mi krzesło na przeciwko swojego, usiadłam na nim bez słowa i dalej patrzyłam się w podłogę. Po chwili podszedł do mnie mistrz eliksirów i wyciągnął w moją stronę swoją dłoń  dając mi tym do zrozumienia bym pokazała mu swoje ramie. Powoli podałam mu rękę, on bez mrugnięcia chwycił ją i odsłonił moje przedramię ukazując brzydko wyglądającą bliznę. Niemalże niezauważalnie się skrzywił. Posłał w moją stronę przeszywające spojrzenia.
- Czy ona Cię boli? - zapytał mnie głosem bez wyrazu. Zdobyłam się tylko na nieznaczne skinienie głową. Profesor odwrócił głowę w stronę nauczycielki transmitacji i mówił dalej. - Minervo jest gorzej niż myśleliśmy. Nie zostało nam dużo czasu, lepiej dla niej będzie jeśli to wszystko skończy się najpóźniej przed nowym rokiem bo inaczej to zaklęcie samo ją zabije. Musimy działać.
- Jak to zabije...?- cała pobladłam, wyrywając swoją rękę. Nie mogłam w to uwierzyć. - Przecież mówił pan, że to jest mniej więcej tak jak z Harrym i Tomem. Ale jak Harryego bolała blizna to nikt mu nie mówił, że umrze ! O co w tym wszystkim chodzi ?!
Zerwałam się szybko z fotela i spojrzałam wystraszona na nauczycieli. 
- Nic nie rozumiem... - szepnęłam jakby do siebie. - nic nie rozumiem...
- Granger uspokój się, to nie czas na wariowanie ! - upomniał mnie oschle Snape. - Mówiłem, że to zaklęcie działa podobnie jak więź miedzy Czarnym Panem a Potterem ale nie identycznie. Nie bez powodu jest to zaklęcie z dziedziny czarnej magi do tego równie zakazanie jak zaklęcia niewybaczalne. Nie można ingerować w naturę ludzką, w nasze sny, dusze czy uczucia bo to niesie za sobą poważne konsekwencje. A to zaklęcie jest niezwykle niebezpieczne. Nawet bardzo doświadczony i zdolny czarodziej przez niedociągnięcia może wywołać nieumyślnie innemu czarodziejowi wielką krzywdę. To zaklęcie powstało po to, żeby wyrządzić drugiej osobie krzywdę psychiczną, żeby zastraszyć ją. Pokazać, że nawet w snach nie jest bezpieczna. Jednakże przez pomyłkę można kogoś zabić. Bellatrix może Cię także zabić we śnie, jednak stosujesz specjalny eliksir i cały czas masz zamknięty umysł, ale nie o taka śmierć mi chodzi. Długotrwałe  działanie zaklęcia Afficere somaniatis sprawia, że rzecz, która łączy czarodziejów zaczyna umierać. Nieważne czy jest to przedmiot czy tak jak w twoim przypadku blizna, - urwał i wskazał na moją odsłonięta rękę - ta rzecz zaczyna gnić, krwawić, wydzielać odór i po porostu się rozkładać. Dlatego musimy działać szybko, nauczymy cię z profesor McGonagall dwóch zaklęć, które w razie czego będziesz musiała bezwzględnie użyć. Rozumiesz? Nie będziesz mogła się zawahać, będziesz musiała zrobić wszystko żeby przeżyć dlatego nauczymy cię posługiwać się Crucio i Avadą...
- Słucham ?! - krzyknęłam przerywając nauczycielowi monolog. - Przecież to są zaklęcia niewybaczalne, za ich użycie można zostać posłanym do Azkabanu !
Na samą myśl o tym po plecach przeszedł mnie zimny dreszcz, dobrze pamiętam jak  Barty Crouch Junior pod postacią Szalonookiego Moody'ego opowiadał o nich w trzeciej klasie. 
- Wiemy o tym Hermiono - powiedziała pewnie McGonagall zabierając głos - minister Kingsley Shacklebolt  wyraził zgodę na ich użycie przez ciebie, jeśli to będzie konieczne. Aurorzy nie będę ci mogli pomóc, będą jednak przy tobie w razie potrzeby. Ale to ty Hermiono musisz zabić Bellatrix Lestrange. Inaczej to nigdy się nie skończy. Nauczymy cię jeszcze jednego zaklęcia dzięki, któremu będziesz mogła osłabić waszą więź później będziesz musiała użycz zaklęcia uśmiercającego, rozumiesz? 
Opiekunka Gryfonów spojrzała na mnie smutnym wzrokiem a ja tylko lekko skinęłam głową. Nie było sensu się z nią kłócić, miała rację. Jeśli to było konieczne muszę użyć tych zaklęć. Nie bardzo mi się to podobało, ale tu chodziło o moje życie. Mam jeszcze tyle do zobaczenia, jestem bardzo młoda. Jeszcze całe życie przede mną, jak to zawsze mawiała moja mama, kiedy żaliłam się jej, że nigdy nie znajdę dla siebie miejsca w tym wielkim świecie i nigdy nie będę szczęśliwa.
Obiecałam sobie, że jeszcze dziś jak wyjdę z gabinetu dyrektorki, przed patrolem pójdę do biblioteki i w dziale ksiąg zakazanych znajdę coś na temat tego zaklęcia. 

Po niemalże dwu godzinnej lekcji nauczyłam się prawie bez mrugnięcia okiem zabić trzy żaby i sprawiać krzywdę czterem konikom polnym. Dalej miałam wyrzuty sumienia, ale musiałam opanować to wszystko by móc się ochronić. Nauczyłam się też nowego zaklęcia ochronnego, dzięki któremu będę mogła chronić swoją jaźń, protegoipsum*. Jest bardzo trudnym i wyczerpującym zaklęciem. Całe półtorej godziny zajęło mi jego opanowanie ale w końcu udało mi się. Do patrolu z Draconem zostało mi jeszcze pół godziny. Żwawym krokiem ruszyłam w stronę biblioteki. Gdy w końcu się w niej znalazłam pani Pinc wymamrotała coś o tym, że godzina 23 to nienormalna pora na wędrówki po szkole i kazała mi się pospieszyć. Jako prefekt naczelny miałam nieograniczony wgląd do książek w dziale ksiąg zakazanych dlatego bez słowa ruszyłam w tamtą stronę. Szybkim krokiem podeszłam do odpowiedniej półki i przebiegłam ją wzrokiem. Wyjęłam cztery opasłe tomy ksiąg i podchodząc do stolika pod oknem położyłam je na przeciwko siebie. Usiadłam na krześle i rozwarłam pierwszą z nich. Zlustrowałam szybko spis treści. Nie znalazłam w nim żadnej wzmianki na temat interesującego mnie zaklęcie, więc odłożyłam ją i chwyciłam następną. Powtarzałam tę czynność dwa kolejne razy. Z nadzieją otworzyłam ostatnią z ksiąg i przebiegłam wzrokiem po jej spisie teści.
- Nareszcie ! - posnęłam pod nosem widząc w pierwszym rzędzie zaklęcie, które mnie interesowało. Szybko otworzyłam opasłą książkę na stronie setnej i zaczęłam czytać cicho na głos informacje w niej zawarte. 
- Afficeresomaniatis, zaklęcie wpływające na ludzkie sny. Jest jednym z najbardziej niebezpiecznych zaklęć. Wielu czarodziei studiujących zaklęcia podobne do Afficeresomaniatis, które pozwalają wnikać do umysły uważa, że to zaklęcie powinno znajdować się na liście zaklęć niewybaczalnych zaraz obok zaklęcia Avada Kedavra. Długotrwały kontakt z tym zaklęciem jest zabójczy.
Żeby można było  zastosować ten rodzaj czarnej magii należy w pewnym stopniu połączyć się z innym czarodziejem. Może to być połączenie psychiczne jak na przykład trwały uraz umysłu, chociażby znęcanie się słowne, zauroczenie luz zranienie. Również można połączyć się fizycznie z innym czarodziejem, wtedy też istnieje szansa na użycie tego zaklęcia. Może to być kontakt fizyczny występujący jako stosunek seksualny, rany czy blizny na ciele. Istnieje też inny sposób na połączenie się z innym czarodziejem umysłem, takim sposobem jest na przykład podarowanie mu czegoś bardzo ważnego, jakiegoś przedmiotu. Każdym z tych przypadków umysły dwóch czarodziejów łączą się chociaż na chwilę, właśnie po takich wydarzeniach można użyć owego zaklęcia.
Po długotrwałym stosowaniu Afficeresomaniatis, rzecz która łączy dwóch czarodziejów zaczyna dosłownie się rozkładać. Wydziela nieprzyjemny odór zgnilizny, krwawi a w rzadkich przypadkach rozpada się. W przypadkach połączenia psychicznego najczęściej chodzi o serce, w fizycznych rany czy blizny otwierają się na nowo i nie goją się do czasu zerwania więzi, a w ostatnim przypadku połączenia rozkład nie jest tak groźny dla czarodzieja bo rozkłada się ciało obce, jednakże równie przykry, ponieważ ten czarodziej przywiązuje się do tego przedmiotu.
Po użyciu zaklęcia Afficeresomaniatis nie ma odwrotu. Będzie ono działało do końca. Jedynym sposobem na jego unicestwienie jest śmierć. Jedna z osób musi zginąć. 
Istnieją sposoby na osłabienie tego zaklęcia. Jednym z nich jest specjalny wywar z korzenia drzewa kauczuku (czytaj strona 215), drugim zaklęcie Oklumencji a trzecim najtrudniejszym zaklęcie Protegoimpus. 
Zamknęłam księgę z głośnym trzaskiem. Westchnęłam ciężko i spojrzałam na tarczę mojego zegarka. 
- Ehh, Mionka za 5 min musisz być na czwartym piętrze... - szepnęłam do siebie cicho - Poradzimy sobie, prawda? Musimy sobie poradzić... Zrobimy to dla mamy, taty, Harryego, Draco i Ginny... Damy rade pokonamy ją... 
Wstałam z krzesła, wzięłam wszystkie księgi i odłożyłam je na ich miejsce. Po chwili już szłam na czwarte piętro spotkać się z Malfoyem pod naszym pokojem wspólnym.  

piątek, 8 sierpnia 2014

Rozdział XVI

Patrzyłam na chłopaka zdumiona. Jak to możliwe, że on usłyszał cokolwiek przez grube ściany zamku. To jest wręcz niemożliwe. Chociaż to Hogwart, tu wszystko może się zdarzyć. Malfoy opierał się łobuzersko o framugę drzwi z rękoma zaplecionymi na piersi. Jego twarz była bez wyrazu, na ustach jak zwykle gościł ironiczny uśmieszek a jedna brew była lekko uniesiona ku górze. Patrzył na mnie wyczekująco, jakby czekał na pozwolenie bądź jakiś znak z mojej strony.

Co on sobie w ogóle myśli. Przychodzi od tak sobie do mojego pokoju, otwiera bez pozwolenia drzwi, które na dodatek były zamknięte na klucz! Jak on śmie! I jeszcze chwilę wcześniej całuje mnie bez mojego pozwolenia a teraz zachowuje się tak jakby to nie miało miejsca. Tak nie można!
- Malfoy wynoś się! Twój pokój jest gdzieś indziej! - oburzona całym zajściem wstałam z łóżka i wskazałam ręką chłopakowi na drzwi, dając mu tym do zrozumienia żeby sobie poszedł.
- Nigdzie się stąd nie ruszam. - powiedział lekko ironicznie po czym ruszył w kierunku mojego łóżka i bez zbędnych wyjaśnień położył się na nim.
- Co ty wyprawiasz!? - wydarłam się na niego rozeźlona cała się czerwieniąc.
- Kładę się spać. Z Tobą. Jak sama powiedziałaś nie możesz beze mnie zasnąć, dlatego zamierzam z Tobą spać. Rozumiesz czy mam powtórzyć? - wykrzywił usta w drwiący uśmiech i posłał mi wredne spojrzenie. Znowu zachowywał się jak dawny Malfoy. Ten wredny i chamski dupek, z którym musiałam się użerać przez całe 6 lat!
- Ani mi się śni. Skoro ty śpisz tu to ja będę spać w Twoim pokoju, od co. Nie mam zamiaru spać w jednym łóżku z TOBĄ, fretko. - posłałam mu groźne spojrzenie i ruszyłam w stronę łazienki, żeby przejść z niej do pokoju Ślizgona. Naciskałam właśnie klamkę, gdy za drzwiami dormitorium chłopaka usłyszałam kobiecy głos.
- Dracusiu tak szybko się umyłeś? - zapytała troskliwie Parkinson, miała na twarzy głupkowaty uśmieszek i zatroskane oczka. Jednak gdy weszłam do pokoju, jej twarz diametralnie się zmieniła, na usta wstąpił drwiący uśmiech a brwi wykrzywiły się ironicznie. - Co ty tu robisz szlamo? To pokój Dracona.
- Tak się składa, że Twój Dracuś postanowił spać dziś ze mną a ja przyszłam po jego bieliznę na zmianę, zmiataj stąd Parkinson bo zarobisz szlaban u Filcha do końca semestru! - powiedziałam złowrogo, ironicznie się uśmiechając. Boże zmieniam się w Malfoya, za dużo czasu z nim spędzam. Powiedziałam do siebie w myślach i na samą myśl lekko, niezauważalnie się skrzywiłam. Pansy od razu zaczęła zbierać swoje rzeczy i pospiesznie się ubierać. Spojrzała przed wyjściem jeszcze raz na mnie. Miała łzy w oczach, przez chwilę było mi jej szkoda. Ale tylko przez krótką chwilę. Dziewczyna odwróciła się w stronę łazienki, wzięła głęboki oddech i otworzyła usta.
- Malfoy myślałam, że coś nas łączy! - wydarła się płaczliwie i wybiegła z dormitorium chłopaka. Nie mogłam się opanować i zaczęłam się z niej cicho śmiać. Wskoczyłam szybko do łóżka Ślizgona i okryłam się satynową, zielonkawą pościelą. Wtuliłam twarz w szmaragdową poduszę i zamknęłam oczy oddychając zapachem Ślizgona. Jego perfumy koiły wszystkie moje nerwy i pozwalały się odprężyć. Wiedziałam, że teraz będę mogła normalnie zasnąć, mimo iż nie było przy mnie Dracona chociaż wolałabym żeby to on mnie tulił do sny, jego zapach na tę chwilę mi wystarczał. Powoli oddawałam się w objęcia Morfeusza, gdy poczułam jak ktoś wolno i cicho wślizguję się pod kołdrę i kładzie głowę tuż obok mojej. Po chwili czyjeś silne ramiona objęły mnie w pasie lekko się przybliżając.
- Dobrze ci się leży w moim łóżku, Granger? - chłopak zamruczał mi cicho lecz subtelnie do ucha. Z moich ust wydobył się zduszony okrzyk zaskoczenia i sprzeciwu.
- Malfoy wynoś się stąd! Będziesz tak za mną łazić czy co?- odsunęłam się pospiesznie od chłopaka ciskając w jego stronę błyskawicami z oczy.
- Tak. Nie chce spać sam a skoro już mi wskoczyłaś do łóżka to czemu mam nie skorzystać? - uśmiechnął się do mnie ironicznie lubieżnie liżąc swoje usta językiem, po czym nie dając mi szansy odpowiedzieć dodał pospiesznie z lekkim poirytowaniem. - Coś ty w ogóle powiedziała Parkinson?! Wpadła do twojego pokoju, zaczęła płakać i drzeć się na mnie, że jestem kobieciarzem i ją zdradzam, a skoro wolę być ze sz... mugolaczką to mam spadać i moja reputacja jest w tym momencie zrujnowana. Wiesz może o co jej chodziło?
Spuściłam wzrok i utkwiłam go w moich splecionych dłoniach. Zaczęłam je wyginać w dziwne strony próbując tylko nie patrzeć na chłopaka.
- Bo ja... no... ten...  - wyszeptałam jąkając się.
- Mów Granger, nie wymigasz się. - złapał moją twarz w swoje dłonie zmuszając mnie tym bym na niego spojrzała. Zadrżałam pod pływem jego dotyku ale Ślizgon to zignorował.
- Powiedziałam jej, że woiszśpićemną.. - wypaliłam na jednym wydechu czerwieniąc się cała.
- Co Granger? Wolniej bo nie rozumiem. - spojrzał na mnie z politowaniem jakbym była co najmniej upośledzona intelektualnie.
- Dałam jej jasno do zrozumienia, że wolisz spać ze mną i, że przyszłam po twoją bieliznę. - szepnęłam rumieniąc się jeszcze bardziej, moje policzki paliły się żywym szkarłatem. Pospiesznie spuściłam wzrok czekając na wybuch złości ze strony Malfoya. Siedzieliśmy w ciszy przez dobre pięć minut, które dłużyły się w nieskończoność. Draco w dalszym ciągu się na mnie nie wydarł, co mnie bardzo dziwiło. Odważyłam się na niego spojrzeć. Patrzył na mnie z wielką czułością bijącą z oczy, usta miał wykrzywione w lekki uśmiech. Nie ten ironiczny, ten był inny. Był wręcz, słodki. Zapragnęłam znowu poczuć na ustach smak jego warg ale bałam się, że po tym jak uciekłam chłopak mnie odrzuci. Po chwili na jego usta wstąpił kpiący uśmiech a oczy spowiła mgła obojętności. Chłopak zaczął się cicho śmiać, sztucznie.
- Czyżbyś była o mnie zazdrosna? - ironicznie uniósł prawą brew ku górze nie spuszczając mnie ze wzroku. Analizował każdy mój ruch, tak jakby bał się tego co zaraz zrobię. Ja za to nadęłam się, obrażając się za to, że w ogóle mógł tak pomyśleć.
- No co ty! - oburzyłam się. - Chciałam ją wyrzucić z twojego pokoju bo ty byłeś w moim, więc palnęłam pierwsze co mi ślina na język przyniosła. Ja wcale nie jestem o cie...
- Oj zamknij się. - powiedział chłopak nie dając mi dokończyć, bo drugi raz tego wieczoru wpił się w moje usta zachłannie. Siedziałam zaskoczona jego zachowaniem. Draco za to przysunął mnie bliżej siebie obejmując w pasie. Wsadził swoją nogę między moje, lekko muskając moją kobiecość. Zadrżałam przez tą bliskość. Chłopak długo nie musiał czekać na moją reakcje, oddałam mu pocałunek z większym zaangażowaniem niż wcześniej. Wplotłam mu palce jednej dłoni we włosy drugą za to głaskałam go delikatnie po plecach. Draco zamruczał cicho w moje usta zadowolony z mojej reakcji. Całowaliśmy się długo i namiętnie, ciesząc się, że wreszcie możemy okazać sobie to co dojrzewało w nas przez te dwa miesiące. Po chwili blondyn niechętnie się ode mnie odsunął, położyłam mu głowę na piersi słuchając przyspieszonego rytmu jego serca. Chciałam trwać w tej chwili, w tym miejscu, w tym łóżku, z nim już na zawsze. Ale wiedziałam, że to się kiedyś musi skończyć, jutro pójdziemy na zajęcia i znowu będziemy zachowywać się w stosunku do siebie tak jak wcześniej. Jak wielką miałam nadzieję, że może tak nie będzie, że wszystko się zmieni na lepsze. Tak bardzo się w tym momencie nie myliłam.
- Granger? - powiedział cicho Draco a ja zamruczałam cicho dając mu znak, że słucham. - Czy może tak być już zawsze? - szepnął chłopak wypowiadając bezwiednie na głos moje myśli. - Możemy spróbować być ze sobą? Chodzić za rękę i tak dalej, no wiesz. Te bzdety, które robią pary.
Podniosłam głowę osłupiała słysząc jego słowa.
- Czy ty mnie właśnie prosisz o chodzenie? - zapytałam mało inteligentnie. Chłopak lekko skinął głową patrząc mi w oczy. - A co będzie z innymi? Nie zastanawiałeś się nad tym jak oni zareagują? Ron to mnie zabiję...
- Nim się nie przejmuj. - przerwał mi szybko całując w czubek nosa. - Potterem i tą małą rudą wiewiórką też nie. Grzmotter mnie polubił odkąd uczymy cię razem Oklumencji, sam mi to powiedział po jednych naszych zajęciach a Weasley nic do mnie nie ma. Wiem to bo kiedyś z nudów  na śniadaniu w Wielkiej Sali przeglądałem jej myśli. - widząc moje otwierające się usta dodał. - Wiem co zamierzasz powiedzieć, przepraszam nie powinienem tego robić ale nudziłem się.
Zrobił smutną minę i spuścił wzrok. Po chwili znowu przybrał swój dawny wyraz twarzy patrząc na mnie wyczekująco.
- To co? Będziesz moja dziewczyną? - posłał mi najsłodszy uśmiech na jaki go było stać. Chwilę się wahałam ale dobrze wiedziałam, że chcę w to wejść. Co mi szkodziło, najwyżej popełnię błąd, który później naprawię. Bez słowa pocałowałam go namiętnie w usta, po chwili odsunęłam się od niego i spojrzałam mu w oczy.
- Tak, Draco, tak! - wykrzyknęłam kiwając głową energiczne. - Udzielę ci tego zaszczytu i będę twoją dziewczyną.
Uśmiechnęliśmy się do siebie i przytuliliśmy.
- Dobranoc Granger. - szepnął chłopak w moje włosy.
- Dobranoc Malfoy. - uśmiechnęłam się pod nosem zamykając oczy i chłonąc jego zapach.

Mijały kolejne dni i tygodnie, w których uczniowie całego Hogwartu próbowali się przyzwyczaić do widoku Gryfonki i Ślizgona chodzących razem po korytarzach trzymając się za ręce i szepcząc sobie czułe słówka, na każdym kroku okazując sobie uczucie dla nich tak bardzo zakazane. Tak właśnie od pamiętnej rozmowy działo się w naszym życiu. Moim, Hermiony Jean Granger i jego, Dracona Lucjusza Malfoy. Byliśmy parą od dobrych 3 tygodni a inni dalej się nie mogli do tego przyzwyczaić. Mieli nieziemskie miny kiedy razem z moim chłopakiem weszliśmy do Wielkiej Sali na śniadanie trzymając się za ręce. Ron wkładał sobie wtedy tosta do buzi ale zatrzymał go w połowie drogi krztusząc się poprzednim gryzem, Lavender wypluła sok dyniowy wprost na Simusa, Dean patrzył na nas przestraszony natomiast Harry i Ginny uśmiechali się w naszym kierunku szczerze ciesząc się z nami, tak samo zareagował Zabini. Natomiast reszta część Ślizgonów krzywiła się albo płakała. Oczywiście męska część krzywiła się bo ich największy tępiciel szlam był z jedną z nich, a żeńska płakała, że straciła najlepszą partię w szkole. To był najbardziej, żenujący i jednocześnie najszczęśliwszy dzień w moim życiu. W końcu znalazłam swoje miejsce, byłam szczęśliwa. Jednakże, Ronald na każdym kroku mi to psuł. Gdy w końcu dotarła do stołu Griffindoru naskoczył na mnie i zaczął się wydzierać na całą salę dlaczego jestem ze Śmierciożercą czy to jakiś żart i tym podobne. Uznałam z Harrym i Ginny, że najlepszą metodą będzie ignorować go bo w końcu i tak mu przejdzie. Jednak on nie przestawiał przez te trzy tygodnie mnie męczyć, a to dopiero był początek moich problemów o których jeszcze nie miałam pojęcia, że nadejdą.

niedziela, 27 lipca 2014

Rozdział XV

- Hermiono jak mogłaś to zrobić?!- krzyknął chłopak po czym wbiegł do mojego pokoju nie czekając na zaproszenie.
- Nie wiem o czym mówisz, Ronaldzie. - patrzyłam na rudzielca zdezorientowana. Miotał się po całym pokoju żywo gestykulując i chodząc w kółko.
- Nie udawaj! - ryknął na mnie stając w miejscu - Widziałem Cię z nim na korytarzu!
- To chyba nie jest zbrodnia chodzić korytarzem? - spojrzałam na niego lekko unosząc ironicznie lewą brew.
- Wy się CAŁOWALIŚCIE! - krzyknął mocno akcentując ostatnie słowo. Poczułam jak policzki zaczynają mi płonąć i zmieniają swój kolor na czerwony. Spuściłam szybko wzrok na swoje splecione dłonie. Nie mogłam mu spojrzeć w oczy. Nie chciałam tego pocałunku ale także nie protestowałam, podobał mi się chociaż był nie na miejscu.
- Ron to nie tak... - zaczęłam szeptem ale chłopak szybko mi przerwał.
- Wiem co widziałem! Nie zaprzeczysz temu! Mnie tak nigdy nie całowałaś! To jest Twój wróg a ty go jeszcze całujesz W TEN SPOSÓB. - wypowiadając ostatnie trzy słowa spojrzał na mnie w sugestywny sposób. - Do łóżka już pewnie też z nim poszłaś. Wiedziałem, że się puszczasz. Od początku naszego związku. Z kim to robiłaś jak byliśmy razem? No mów!
Spojrzałam na chłopaka ze łzami w oczach. Nie potrafiłam do puścić do siebie tego, że Ron mógł powiedzieć coś takiego o mnie. Ale przesadził mówiąc, że go zdradzałam.
- Skoro miałeś mnie za taką dziewczynę to dlaczego ze mną byłeś, co? - zapytałam go ironicznie głosem pozbawionym emocji. Wyraz twarzy miałam opanowany, przybrałam maskę obojętności. Zdziwiło i przestraszyło to lekko chłopaka. Ale od razu się opanował. Tylko w moich oczach można było dostrzec ból jaki zadał mi swoimi słowami.
- Bo nie spodziewałem się, że kiedyś będziesz Ślizgońską dziwką. Myślałem, że Cię naprostuję. Poza tym byłaś taka niepozorna i cicha, teraz się zmieniłaś. Umiesz się odszczekać. Zapewne Zabini też Cię pieprzy.
To było już przegięcie. W dwóch krokach pokonałam odstęp 2 metrów, który nas dzielił. Siarczyście się zamachnęłam i uderzyłam chłopaka mocno z pięści w twarz. Później wyciągnęłam różdżkę skierowałam ją w niego i szepnęłam zaklęcie, które sprawi, że żaden eliksir Pani Pomfrey nie pomoże chłopakowi. Będzie musiał czekać aż jego obrażenia same się wygoją.
- Słuchaj kretynie. - powiedziałam hardo w jego stronę. - Nie pozwolę sobie, żeby chłopak Twojego pokroju mnie obrażał. Jesteś frajerem Ron, ciesz się, że taka Lavender chce z Tobą być, bo gdyby nie odrabiała za ciebie lekcji już dawno by Cię stąd wylali. Nic sam nie umiesz zrobić, ledwo potrafisz sam obronić pętli. Gdybym nie skonfundowała McLaggena nie dostałbyś się do drużyny. Jesteś ofermom. A dla Twojej wiadomości Ronaldzie, nigdy nie byłam z żadnym chłopakiem w łóżku. Byłam Ci wierna i puki co nie zamierzam tracić swojej cnoty. Żegnam!
Wskazałam mu ręką drzwi. Powoli podniósł się z ziemi i wyszedł z mojego dormitorium. Ja tymczasem usiadłam w rogu na podłodze i zaczęłam płakać. Nie sądziłam, że słowa chłopaka mogą mnie aż tak zaboleć. Na ogół nie przejmowałam się tym co ten matoł gadał, jedyna sytuacja kiedy mnie zranił była na Balu Bożonarodzeniowym w czwartej kasie, wątpił w tedy z Harrym, że ktoś może zaprosić mnie na niego. Czekał wtedy do ostatniej chwili żeby mnie poprosić. To było żałosne.

A teraz co. Jak on mógł powiedzieć o mnie takie słowa. Kiedyś myślałam, że tylko on, Harry i Ginny tak na prawdę mnie znają i rozumieją ale co do Rona to się przeliczyłam. W ogóle mnie nie znał i nie szanował. Tak na prawdę miał mnie za najgorszą, tylko dlatego, że nie chciałam już z nim być. Ale dość już tego użalania się nad sobą. Szybkim ruchem starłam łzy  z twarzy i wstałam z podłogi. Poprawiłam swoją szatę i wyszłam z dormitorium. W pokoju wspólnym na kanapie siedzieli dwaj Ślizgoni popijając Ognistą. Podeszłam do najbliższego fotela i usiadłam w nim nie patrząc na chłopaków. Rzucili mi zdziwione spojrzenie ale olałam to.
- Nalej mi Malofy. - powiedziałam do blondyna sugestywnie patrząc na do połowy pełną butelkę.
- Jesteś pewna? - spytał ironicznie podnosząc lewą brew ku górze. Kiwnęłam mu głową. - No okey. Trzymaj Granger.
Podał mi szklankę z bursztynowym płynem lekko się uśmiechając, prawie niezauważalnie. Wzięłam od niego trunek. Przez chwilę ze skrzywieniem patrzyłam na ciecz. Nigdy nie przepadałam za Ognistą Whiskey, wolałam piwo kremowe. Ale teraz miałam ochotę na coś mocniejszego. Upiłam mały łyk ze szklanki i nieznacznie się skrzywiłam. Zabini, który do tej pory w ogóle się nie odezwał zaśmiał się cicho.
- Cóż nie jest to piwo kremowe, Gryfoni chyba nie przywykli do mocniejszych napoi, co Hermiono? - spojrzał na mnie z uśmiechem, który odwzajemniłam. - Co ty w ogóle zrobiłaś Wieprzelejowi? Wyszedł z Twojego dormitorium jak zlękniony baranek trzymając się z twarz. Ze Smokiem śmieliśmy się, że zostanie mu limo.
- Zabini nie chce o tym rozmawiać. - odparłam ostro, przybrałam na twarzy znów tę samą maskę co wcześniej przy Ronie. Nie była nawet świadoma tego, że zachowuje się jak Draco. Dopiero po chwili do mnie dotarło, że to od niego nauczyłam się tej mimiki twarzy. Zdecydowanie za dużo czasu z nim spędzasz Hermiono.  Zbeształam siebie w myślach.
- Jak się czujesz po eliksirze, Granger? - blondyn lekko zmienił temat, byłam mu za to wdzięczna. I tak byłam świadoma tego, że wszystko słyszeli.
- Dobrze, nie czuję żadnych efektów ubocznych.- odparłam biorąc kolejny łyk.
- Granger, nie przejmuj się tym debilem. Nie jest wart Twoich nerwów. - powiedział powoli Draco ostrożnie dobierając słowa. - On powinien Cię teraz wspierać a nie robić Ci wyrzuty z mojego powodu.
- Dzięki... - szepnęłam, nie wiedząc co mu odpowiedzieć. Draco na prawdę się o mnie martwił, było to widać. Jeśli wcześniej miał wobec mnie jakieś swoje chore plany to teraz się to powoli zmieniało, przynajmniej miałam taką nadzieję.

Jego słowa i pomoc na prawdę dużo dla mnie znaczyły, dzięki nim czułam, że mam siłę by wygrać z Bellatrix. Tylko jeszcze nie wiedziałam jak i kiedy to zrobię. Wiedziałam tyle, że muszę być silna i dzielna dla moich rodziców. Muszę ich uratować, dalej grozi im niebezpieczeństwo. Właśnie moi rodzice, dawno nie miałam od nich żadnych wieści. Co się teraz z nimi dzieje, czy są zdrowi i bezpieczni... Są w Norze, nic nie powinno im tam grozić, nikt ich tam nie znajdzie ale jednak dalej się o nich boję. To w końcu tylko mugole nie obronią się sami. Szybko dopiłam bursztynową ciecz i wstałam z fotela. Rzuciłam chłopakom przez ramię dobranoc i nie czekając na ich odpowiedź wbiegłam do swojego dormitorium. Podeszłam do biurka, wyciągnęłam pergamin i pióro. Zaczęłam kreślić szybko litery na papierze. Chciałam to zrobić jak najszybciej. Muszę być pewna, że nic im nie dolega.
Drodzy rodzice!

Jak tam u was? Odkąd jesteście w Norze nie odzywacie się, wszystko z wami w porządku? Pewnie Pani Molly ciągle was czymś zagaduje i nie macie czasu do mnie napisać. Mam nadzieję, że dobrze się bawicie. Postaram się jak najszybciej sprawić, żebyście wrócili do domu. Nie wiem jeszcze jak to zrobię ale obiecuję wam, że wszystko będzie w porządku. Ochronię was. Odpiszcie jak najszybciej, martwię się.
Wasza kochająca,
Hermiona

Wsadziłam list do koperty i przyczepiłam do nóżki Evy, sówka zahuczała po cichutku. I przekrzywiła główkę czekając na adres.
- Masz zanieść to moim rodzicom, są w Norze Weasleyów. Leć jak najszybciej i uważaj na siebie. - powiedziałam do mojej płomykówki podchodząc do okna i otwierając je. Mała zahuczała mi na znak zrozumienia i wyleciała w mrok. Nie wiedziałam, że jest już tak późno. Czas zażyć eliksir i pójść spać Hermiono, jutro też jest dzień.  Powiedziałam do siebie w myślach. Poszłam szybko się przebrać. Wróciwszy z łazienki sięgnęłam do swojej apteczki i wyciągnęłam z niej odpowiedni eliksir, pociągnęłam łyk. Podeszłam do łóżka, położyłam specyfik na szafce nocnej i wślizgnęłam się pod kołdrę. Kręciłam się długo nie mogąc zasnąć. Dziwnie mi się leżało samej, bez silnych ramion chłopaka, który mnie obejmował każdej nocy od miesiąca.
- Uhh, gdyby Malfoy tu był od razu bym zasnęła. - powiedziałam do siebie trochę za głośno niż zamierzałam. - Mam nadzieje, że tego nie słyszeli. - dodałam już szeptem.
Przekręciłam się na drugi bok, twarzą do drzwi mając nadzieję, że tym razem zasnę.
- Pani wzywała? - powiedział pociągająco chłopak stojąc w otwartych wrotach do mojego dormitorium.

piątek, 25 lipca 2014

Rozdział XIV

Powolnie mijały kolejne dni a za nimi tygodnie. Codzienna rutyna zaczynała mnie już powoli dobijać. Miałam tego już dość. Budziłam się każdego ranka w objęciach Ślizgona. Zdarzały się jednak dni, kiedy śniły mi się dziwne sceny związane z Malfoyem. Budziłam się wtedy i od razu od niego odsuwałam. Mimowolnie płonęłam rumieńcem, kiedy chłopak się przebudzał. Udawałam, że śpię dalej i po prostu kręcę się w łóżku.

Powoli zaczynałam opanowywać Oklumencję dlatego zawsze przed snem i od razu po przebudzeniu blokowałam swój umysł. Nie chciałam, żeby Draco wiedział, iż mi się śni. Dzięki temu miałam choć trochę prywatności bo chłopak starał się spędzać ze mną każdą chwilę. Tak jakby bał się, że mogę zaraz wyzionąć ducha. To było trochę uporczywe jednakże bardzo miłe z jego strony. Inni członkowie domu węża śmiali się z tego. Niekiedy zdarzały się dni, w których rzucali w moją bądź Malfoya stronę chamskie i wredne docinki albo wyśmiewali go, że został przyjacielem szlam. Pewnego dnia przegięli i musiałam trzymać Dracona, który ruszył już w ich stronę z zamiarem rzucenia Avadą w pierwszego lepszego zgrywusa ze Slitherinu. Naśmiewali się wtedy z niego, że znalazł sobie nową dziewczynę, która urodzi mu charłacze dzieci. Jego mina była bezcenna. Gdyby nie powaga sytuacji i różdżka w dłoni Malfoya, śmiałabym się bez końca. Był cały czerwony na twarzy i spięty a jego oczy cisnęły błyskawicami. Jakby wzrok mógł zabijać już dawno było by o pięciu Ślizgonów mniej.

Wrześniowe dni ciągnęły się w nieskończoność, pewnie dlatego, że wyglądały identycznie. Pobudka, śniadanie, lekcje a później dodatkowe lekcje z Harrym i Malfoyem i do spania. Ehh miałam już tego dość. Jednak ostatniego dnia września, kiedy pisałam esej na Eliksiry o Veritaserum zjawił się w mojej sypialni skrzat domowy o imieniu Iskierka. Ta sama skrzatka, którą wysłał Snape do skrzydła szpitalnego. Mała była cała zadyszana i zlękniona.
- Panno Granger! Panno Granger! - piszczała zaraz po tym jak się ukłoniła na dobry wieczór. - Proszę ze mną do Pani Pomfrey! Pan Snape i Pani McGonagall już tam na Panią czekają! Proszę się śpieszyć to coś na prawdę pilnego!
- Dobrze już idę. - powiedziałam do niej uśmiechając się lekko. Zarzuciłam na siebie szkolną szatę, dzisiejszy wieczór był na prawdę chłodny. Wyszłam zaraz za skrzatem z pokoju i ruszyłam w stronę wyjścia.
- Gdzie ty się wybierasz Granger? - rzucił drwiąco w moją stronę Draco siedząc na kanapie przy kominku tuż obok Zabiniego.
- Nie Twój interes, to Cię nie dotyczy Malfoy. - odpowiedziałam mu w identyczny sposób zwalniając lekko krok.
- Właśnie, że dotyczy. Snape kazał mi Cię pilnować, dlatego idę teraz z Tobą. Zabini poczekaj tu. - powiedział wstając i ruszył w moją stronę.
- Nigdzie ze mną nie idziesz. Zostań ze swoim kolegą i dalej pij Ognistą Whiskey. Poradzę sobie sama, w sumie nie jestem sama bo jest ze mną Iskierka. Ochroni mnie.
- Ten skrzat domowy, przecież to ście... - powiedział, jednak nie dane mu było dokończyć bo przerwała mu Iskierka.
- Przepraszam Panno Granger, że przeszkadzam w rozmowie z Panem Malfoyem. - spojrzała pokornie na Ślizgona jednak w jej oczach czaiła się nutka wściekłości. - Ale to na prawdę pilne, Pan Snape nalegał żebym przyprowadziła Panią jak najszybciej, powiedział, że jeśli to konieczne to Pan Malfoy może iść z nami. Jednak nalegał by była Pani sama.
- Widzisz Granger, wygrałem. Idziemy skoro to pilne. - powiedział i ruszył w stronę korytarza. Jednak stanął przy drzwiach i obrócił się w naszą stronę z zagubionym wyrazem twarzy. - A dokąd my właściwie idziemy?
- Do skrzydła szpitalnego Panie Malfoy. - odparła skrzatka i ruszyła przodem, nie zwracając na niego uwagi. Szłam tuż za nią nie odzywając się do Dracona. Całą drogę przeszliśmy w milczeniu nawet na siebie nie spoglądając. Chociaż przysięgłabym, że widziałam jak parę razy spojrzał po kryjomu w moją stronę, jednak mogło mi się tylko zdawać.

W końcu dotarliśmy do celu naszej podróży. Malfoy jak przystało na gentelmena otworzył mi drzwi, skrzatka weszła zaraz za nami zamykając je lekko.
- Wykonałam już swoje zadanie, Panie. Czy będę jeszcze do czegoś potrzebna?- zapytała mistrza eliksirów kłaniając się lekko.
- Nie, to wszystko. Możesz już iść. - odparł zimnym tonem po czym zwrócił się do mnie. - Dlaczego to trwało tak długo Panno Granger?
- To nie moja wina tylko Malfoya. Zatrzymał mnie przy drzwiach, żeby wypytać gdzie idę. Ubzdurał sobie, że musi mnie pilnować. - skrzywiłam się na samą myśl o tym.
- Panno Granger, to ja nakazałem Panu Malfoyowi Pani pilnować. Jednakże przez niego Pani się spóźniła, mam nadzieje, że to więcej się nie powtórzy Panie Malfoy. - spojrzał wymownie na Ślizgona, ten tylko przytaknął mu ruchem głowy z ironicznym  uśmiechem na ustach.
- Wezwaliśmy tu Panią w konkretnym celu, Panno Granger. - powiedziała do mnie McGonagall z zachwytem na twarzy. - Eliksir, który będzie Panią chronił przed Lestrange jest już gotowy. Jednakże ma swoje efekty uboczne, o których musimy Ci powiedzieć zanim zdecydujesz się go zażyć, Hermiono.
- Jakie są te efekty uboczne? - zapytałam z cichym lękiem w głosie. Dyrektorka spojrzała na mnie smutnym wzrokiem.
- Eliksir został wykonany prawidłowo, jestem tego pewna. Pilnowali go Profesorowie Snape i Slughorn oraz Pani Pomfrey. Jednakże, gdyby był źle przygotowany, bądź ktoś pomyliłby ingrediencje groziłoby Ci kalectwo umysłowe do końca życia albo nawet i śmierć. - dyrektorka zrobiła, krótką przerwę. Pobladłam na twarzy, Draco musiał to zauważyć bo położył mi na ramieniu swoją dłoń w geście wsparcia i szepnął cicho 'będzie dobrze'. - Jednak skoro eliksir jest dobrze uwarzony - ciągnęła swoją wypowiedź - nie grozi Ci nic z tych rzeczy. Jedynymi skutkami ubocznymi po jego zażyciu mogą być nudności, chwilowa utrata przytomności albo zawroty głowy. Ewentualnie wszystko na raz. Podkreślam jednak, że nie występują one u wszystkich osób. Dlatego nie powinno nic Pani grozić, oczywiście nie musi go Pani przyjmować, jednakże wszyscy to zalecamy. To na pewno Ci pomoże Hermiono, jednak musisz sama podjąć decyzję.

Westchnęłam cicho zastanawiając się co powinnam zrobić. Miałam mętlik w głowie. Nie wiedziałam czy powinnam się zgodzić przyjąć ten nieznany dla mnie eliksir czy też nie. Od tego myślenia aż rozbolała mnie głowa, do tego wszyscy patrzyli się na mnie wyczekująco. Tak jakby naciskali na moja decyzję. Jedynie Malfoy patrzył na mnie ze strachem, wiedział, że jeśli nie przyjmę eliksiru grozi mi niebezpieczeństwo ale wiedział też, że jeśli go przyjmę może mi się coś stać. Jednak mnie wspierał, zaczął lekko ściskać swoją rękę na moim ramieniu a drugą lekko głaskał mnie po wierzchu dłoni. Lubiłam takiego Draco, czułego i troskliwego nie tego zadufanego w sobie Ślizgońskiego dupka, którego udawał codziennie przy wszystkich. Tylko jak byliśmy sami bądź w obecności Snape czy McGonagall pokazywał swoją prawdziwą twarz. Czasami zdarzało mu się to też przy Ginny, jednak to były rzadkie epizody.

Złapałam go lekko za rękę, żeby poczuć się pewnie i odważyłam się zapytać nauczycielki Transmutacji czegoś co mnie od jakiegoś czasu intrygowało.
- Pani profesor? - zwróciłam cicho na siebie jej uwagę, uśmiechnęła się do mnie lekko. - Tak w ogóle, co ma na celu wskórać ten eliksir? Jak on będzie działać?
Nauczycielka lekko westchnęła i po chwili zastanowienia odpowiedziała mi:
- Ten eliksir powinien uchronić Twój umysł, Hermiono przed manipulacją z zewnątrz. Nikt nie powinien się móc do niego dostać, jednakże nie zawsze ma stuprocentową skuteczność. Dlatego Harry i Draco uczyli Ci Oklumencji, wraz z nią Twój umysł powinien być chroniony w stu procentach. Masz jeszcze jakieś inne pytania?
- Nie...- szepnęłam - to chyba wszystko. Czy mogę dostać ten eliksir? - zapytałam, już pewniejszym głosem. - Chciałabym go teraz spożyć by móc dokończyć swój esej na Eliksiry i położyć się normalnie spać.
McGonagall uśmiechnęła się do mnie promiennie a Snape pokazał ruchem dłoni Pani Pomfrey by poszła po eliksir. Gdy już z nim przyszła, głos zabrał mistrz eliksirów.
- Musisz go spożywać trzy razy dziennie, zaraz po przebudzeniu, po obiedzie i tuż przed zaśnięciem. Nie możesz o tym zapominać, Pan Malfoy będzie Pani przypominać, prawda Draco? - spojrzał sugestywnie na blondyna - Będziemy na bieżąco dostarczać Ci eliksir, jedną fiolkę dziennie Granger. Po łuku, trzy razy na dzień, pamiętaj.
Kiwnęłam do niego głową.
- Dziękuję, profesorze, Pani dyrektor, Pani Pomfrey. To bardzo wiele dla mnie znaczy.
Wszyscy oprócz Snape uśmiechnęli się do mnie ze wsparciem kiedy upijałam łyk podanego mi eliksiru. Podziękowałam im jeszcze raz i wyszłam ze skrzydła szpitalnego nie czekając na Ślizgona. Dołączył do mnie tuż na korytarzu. Przez chwilę szliśmy w ciszy, jednak on po jakimś czasie musiał się odezwać.
- To co Granger, już nie muszę z Tobą spać. - uśmiechnął się do mnie ironicznie.
- Jak nie chcesz nie musisz, nie będę z tego powodu płakać. - odparłam głosem bez wyrazu jednak w duchu przyznałam, że będzie mi przykro jak chłopak nie będzie już ze mną spać. Przyzwyczaiłam się do tego i bardzo mi się to podobało. Zaczęłam się do niego przywiązywać.
- Oj Granger, nie udawaj. Wiem, że Ci się podobało na pewno będzie Ci tego brakowało.
- Może tak a może nie.
Powiedziawszy to przyspieszyłam kroku, jednak on mnie szybko dogonił i szybkim ruchem wepchnął mnie w ciemny róg korytarza. przyparł mnie mocno do ściany swoim ciałem po czym spojrzał mi w oczy. Lekkim ruchem zebrał mi kosmyk włosów z czoła za ucho delikatnie je muskając. Moje policzki momentalnie stały się gorące, zaczerwieniłam się jak burak.
- Uroczo się czerwienisz. - szepnął przybliżając moją twarz do swojej. Oparł się ręką o ścianę tuż obok mojej głowy zastępując mi jedyną drogę ucieczki. Bałam się tego co może się zaraz stać, byliśmy za blisko siebie. A on co chwilę przybliżał się jeszcze bliżej.

- Hermiono...- szepnął, nasze nosy niemalże się stykały. Po chwili poczułam na swoich wargach jego usta. Musnął je tylko lekko, to było najpiękniejsze uczucie na świecie. Zapragnęłam więcej, przybliżyłam go lekko do siebie, on nie protestował. Wpił się w moje usta z pasją. Zarzuciłam mu ręce na szyję i nieświadomie splotłam dłonie w jego miękkie włosy. Zamruczał podekscytowany. Całował mnie z coraz większą namiętnością i uczuciem, lekko głaskał moje biodro. Czułam się jak nigdy dotąd, było mi tak dobrze jednak wiedziałam, że źle robię. To było zakazane uczycie. Nie powinnam się tak zachowywać. Po chwili poczułam jak język Draco zgrabnie wślizguję się do środka moich ust. To było za wiele. Szybkim ruchem odsunęłam go od siebie, spanikowałam. Zaczęło mi być wstyd mojego zachowania, więc po prostu uciekłam. Biegłam ile sił w nogach, aż w końcu znalazłam się w pokoju wspólnym prefektów naczelnych, nie zwracając uwagi na Zabiniego wbiegłam do mojego dormitorium zamykając za sobą drzwi na klucz. To samo zrobiłam z tymi od łazienki. Usiadłam na podłodze pod ścianą i zasłoniłam dłonią twarz. Czułam się okropnie, z jednej strony jednak czułam jakieś ciepło na sercu, całowanie Malfoya bardzo mi się podobało jednak to, że to zrobiliśmy było złe. Tak nie powinno być. Po moich policzkach popłynęły łzy. Płakałam jak dziecko. Siedziałam bardzo długo, aż w końcu zmorzył mnie sen. Po jakimś czasie obudziło mnie pukanie do drzwi, wstałam zapytać czego ten ktoś chce. Otwierając drzwi byłam pewna, że zobaczę za nimi blond Ślizgona. Jednak tym razem się pomyliłam.

poniedziałek, 14 lipca 2014

Rozdział XIII

Otworzyłam oczy. Byłam na polanie pochłoniętej światłem księżyca. Miała idealny owalny kształt. Rozejrzałam się dookoła. Przez mrok panujący przy skraju polany nic nie widziałam, drzewa wokół niej sprawiały wrażenie muru, który chronił przed niebezpieczeństwem lasu bądź przed ucieczką osoby znajdującej się tam gdzie ja. Na środku drzewnej elipsy stał wielki dąb. Jego gałęzie były tak obszerne, że prawie stykały się z tymi znajdującymi się na skraju polany. Byłam sama, stałam i nie mogłam się ruszyć. Tak jakby ktoś rzucił na mnie jakieś dziwne zaklęcie. Wiedziałam, że śnie. To musi być sen. Byłam na niego przygotowana. Skup się Hermiono, to przecież Twój sen możesz go kontrolować - powtarzałam sobie w myślach. Jednak to nic nie dało. Dalej nie mogłam się poruszyć ani wydobyć z siebie jakiegoś słowa.
Nagle przede mną zmaterializowała się postać. Była to kobieta, nie widziałam dokładnie jej twarzy bo zakrywały ja gęste, potargane czarne włosy. Jednak od razu ją rozpoznałam. Bellatrix Lestrange. To na pewno była ona.
- No no.- zaśmiała się czarownica.- Próbujesz z tym walczyć, jednak nie wygrasz. To już nie są Twoje sny, teraz ja mam nad nimi władzę i nikt Ci nie pomoże. Rozumiesz. NIKT.
Ostatnie słowo wręcz wypluła z ust. Draco- pomyślałam bezwiednie. Czujne spojrzenie kobiety od razu zlustrowało całe moje ciało i skupiło się na mojej twarzy. Na jej usta wstąpił ironiczny uśmieszek.
- On tym bardziej Ci nie pomoże. Jest po naszej stronie i zawsze był. Jesteś dla niego niczym.- powiedziała z wrogością i ironią plując mi w twarz. Dalej myślałam o chłopaku. Zmienił się, na pewno. Udowadniał mi to przy każdym naszym spotkaniu, starał się być dla mnie miłym i to było ważne. Nie to skąd pochodzi, nie to w jakiej urodził się rodzinie i też nie to jak go wychowano. Najważniejsze było, że się starał. 
Myślenie o chłopaku dodawało mi sił, dzięki temu zdołałam poruszyć lewą ręką. Po chwili zrobiłam to samo z prawą. Aż w końcu zdołałam otworzyć usta i odezwać się do kobiety.
- To Tobie nikt nie pomoże Lestrange. - wychrypiałam zmęczonym głosem.- Jesteś słaba i sama. Co z tego, że masz przy sobie wielu Śmierciożerców, którzy chcą kontynuować dzieło Voldemorta. Jak przyjdzie co do czego, zostaniesz sama. Oni się będę bali śmierci bardziej niż Ciebie, nie jesteś Tomem. Nie wzbudzasz w nich takiego lęku. Jesteś nikim.
Po moich słowach czarownicy stężała twarz. Wyciągnęła w moją stronę różdżkę i patrzyła mi złowrogo w oczy.
- Wiesz szlamo, że we śnie też możesz umrzeć? - zapytała z ironicznym uśmiechem. - Ale nie to byłoby zbyt proste. Crucio!
Poczułam jak po moim ciele rozchodzi się fala gorąca. Było ona niedoniesienia, paliło mnie całą od środka i sprawiało niewyobrażalny ból. Po chwili miałam dość, spokojnie osunęłam się w ciemność.

- Draco!- krzyknęłam gwałtownie budząc się z koszmaru. Po moich policzkach od razu zaczęły spływać łzy. Dlaczego płakałam. Przecież nikomu nic się nie stało, dalej żyłam. Może płakałam z bezsilności i bólu, który sprawiła mi czarownica. Miałam już dość tych snów, nie chce spać do końca życia jeśli tak ma wyglądać każdy mój sen. Spojrzałam na zegarek. 3:00. Przecież ja już nie zasnę.- oburzyłam się w myślach. I co ja mam teraz robić.
Usłyszałam jakiś szmer dochodzący z łazienki. Spojrzałam w tamtą stronę i dostrzegłam jak klamka w drzwiach się przesuwa. Nagle do pokoju wtargną blondyn oświetlając całe pomieszczenie różdżką. Miał potargane włosy, zaspaną twarz i był ubrany tylko w bokserki, więc spokojnie mogłam podziwiać jego dobrze zbudowane ciało. Spojrzałam w jego oczy i dostrzegłam w nich strach. Patrzył na mnie czujnie.
- Wszystko w porządku?- zapytał po chwili podchodząc bliżej.
- Tak..- szepnęła.- To tylko koszmar...
Chłopak podszedł do mojego łóżka i wskazał na jego skraj.
- Mogę?- uśmiechnął się do mnie uroczo a ja kiwnęłam głową na zgodę. Usiadł tuż obok mnie i znów przyjrzał mi się uważnie tak jakby sprawdzał czy na pewno wszystko ze mną dobrze.
- Nie wyglądasz najlepiej.- stwierdził po chwili mierzwiąc sobie włosy ręką.
- No co ty nie powiesz?!- oburzyłam się jak małe dziecko.- Jest trzecia w nocy a ja przed chwilą miałam okropny koszmar.
Spuściłam ręce i głowę. Parzyłam intensywnie na moją pościel, żeby tylko uniknąć wzroku chłopaka. Po chwili poczułam na swoim policzku jego chłodną dłoń.
- Płakałaś...- stwierdził po cichu ścierając mi łzy. - Tylko dlaczego? To dziwne i nie podobne do Ciebie.
- Przecież dziewczyny czasem płaczą.- powiedziałam i odważyłam się na niego spojrzeć. Miał zdziwioną twarz ale uśmiechał się do mnie ciepło. Widać było, że się o mnie troszczy. On już nie był tym samym człowiekiem co wcześniej. Zmienił się. A ta jędza we śnie mi nie wmówi, że tak nie jest.
- Ale nie ty.- odparł po chwili.
- Jak to nie ja?- zrobiłam tępą minę nie bardzo rozumiejąc o co mu chodzi.
- Ty nigdy nie płakałaś. Uprzykrzałem Ci życie przez sześć lat ale nigdy nie widziałem jak płaczesz. Dlaczego więc robisz to teraz?
- Płakałam, ale nigdy przy kimś. Robiłam to tylko wtedy kiedy byłam sama.- spojrzałam mu w oczy, były przepełnione smutkiem.- Uważałam, że nie powinnam nikomu pokazywać, że jestem słaba. Musiałam być twarda, w końcu byś zauważył, że Twoje obelgi mi nie przeszkadzają i byś przestał. Tak myślałam, jednak nigdy tak się nie stała. A ja w końcu się uodporniłam, przyzwyczaiłam do tego i przestałam płakać. A teraz płaczę bo mam dość. To łzy bezsilności. Nie chce już codziennie śnić tych samych koszmarów, to mnie doprowadzi do szału. Boję się tego co może się stać za parę miesięcy, że ona może skrzywdzić kogoś kogo kocham, kogoś na kim mi zależy. Jeśli tak ma wyglądać każdy mój sen to ja nie chce spać do końca życia...
Spuściłam wzrok, nie chciałam mu patrzeć w oczy mówiąc takie słowa. Właśnie odkryłam przed nim część siebie, którą rzadko komu pokazuje. To było nie w moim stylu. Jednak przy nim czułam się inaczej, czułam, że mogę mu wszystko powiedzieć a on mnie nie będzie osądzać. Po prostu przy mnie będzie.
Milczeliśmy tak chwilę bojąc się przerwać panującą miedzy nami ciszę. To nie była jakaś niezręczna i uporczywa cisza. To było ciche błaganie o ratunek, z obu stron. Ja błagałam o wsparcie, o pomoc w tym trudnym o kresie. A Draco... Nie byłam do końca pewna, więc odważyłam się spojrzeć mu w oczy. Dostrzegłam w nich wołanie o bliskość. Chłopak potrzebował drobnego gestu, który pokaże mu, że jest potrzebny i ważny. W jednej chwili zapragnęłam być częścią jego życia, częścią jego samego. Patrzyłam na jego wąskie usta i ostre rysy twarzy. Jednak największą wagę przykuwałam do jego stalowo-niebiskich oczu. Niewiele myśląc przywarłam do niego ciałem pogrążając się w uścisku. Chłopak po chwili go odwzajemnił i przycisnął mnie jeszcze mocniej do siebie. Zaczął głaskać mnie po plecach i lekko kołysać. Poczułam się jak mała dziewczynka w silnych i opiekuńczych ramionach ojca.
- Nie martw się. - szepnął wprost do mojego ucha.- Nie pozwolę nikomu Cię skrzywdzić. Będę przy Tobie. Wiedz, że możesz na mnie liczyć. A jeśli chcesz to może zostać tej nocy z Tobą, żebyś mogła spokojnie spać.
- To bardzo miłe z Twojej strony.- powiedziałam łamiącym się głosem. W moich oczach zaczęły gromadzić się łzy, uporczywie nie pozwalałam im się wydostać. Jednak po chwili przegrałam tę walnę.- Draco, proszę zostań ze mną. Nie chce być sama... Boję się...
Mówiłam przez łzy i bałam się, że chłopak mnie nie zrozumie. Jednak od nie puszczając mnie odłożył różdżkę na stolik obok łóżka i odkrył pościel obok mnie żeby zrobić sobie trochę miejsca. Po chwili oboje leżeliśmy przytuleni do siebie. Blondyn dalej głaskał mnie po plecach, ja za to złożyłam głowę na jego ramieniu i delikatnie gładziłam jego klatkę piersiową.
Czułam się jak w niebie, chciałam, żeby ta chwila trwała wiecznie. Jednak kiedyś będziemy musieli wstać z łóżka i pójść na lekcje. McGonagall odpuściła nam patrole, żeby Harry z Draconem mogli nauczyć mnie Oklumencji. Nie byłam z tego za bardzo zadowolona ale to dla mojego dobra a poza tym z dyrektorką się nie dyskutuje.
- Śpij Hermiono. - odezwał się Malfoy ciepłym głosem. - Będę Cię chronił przed koszmarami. Dobranoc.
Pocałował mnie delikatnie w czubek głowy i nie przestając głaskać mnie po plecach zamknął oczy. Ja zrobiłam to samo. Długo broniłam się przed snem jednak w końcu zasnęłam.

Obudził mnie pocałunek w policzek. Niemrawo otworzyłam oczy i naprzeciwko siebie zobaczyłam chłopaka. Uśmiechał się do mnie rozkosznie. Jego niesforna grzywka opadała na oczy, w których jarzyły się iskierki zachwytu. Czego on się tak ciesz?-zdziwiłam się w duchu.
- Jak się spało słońce?- zapytał mnie pieszczotliwie.
- Wspaniale, pierwszy raz od jakiegoś czasu nie miałam tych strasznych koszmarów. - uśmiechnęłam się do niego prostując się na łóżku.
- To dobrze. - powiedział robiąc to samo co ja.- Widzisz mówiłem, że Cię ochronię.
Zaśmiałam się wdzięcznie i poczochrałam jego grzywkę sprawiając, że opadła mu na lewą stronę.
- Tak Ci lepiej. - uśmiechnęłam się do niego a ten odpowiedział mi tym samym.
- Skoro tak mówisz to tak musi być, bo przecież ty zawsze masz rację. - zaśmiał się ironicznie i poczochrał mnie po włosach.
- Ha. Ha. Ha. Bardzo śmieszne.
Wstałam z łóżka, wzięłam ubrania z krzesła i poszłam do łazienki się przebrać. Malfoy zrobił to samo jednak zamiast do łazienki, ruszył do swojego dormitorium. Rzucił mi jeszcze przez ramie "Do zobaczenia na lekcji" i zniknął za drzwiami. Przygotowałam się dosyć szybko i ruszyłam na śniadanie. W Wielkiej Sali nie było dużo uczniów, większość jeszcze spało albo się szykowała na zajęcia. Zapewne moi przyjaciele należą do jednych z nich bo nie dostrzegłam ich przy naszym stole. Pospiesznie zjadłam śniadanie i ruszyłam do biblioteki, chciałam jeszcze raz przeczytać w spokoju rozdział o tych zaklęciach. Byłam ciekawa czy jest jakaś wzmianka o tym konkretnym zaklęci.
Szukałam informacji o nim jednak nic nie znalazłam, a męczyłam się dobrą godzinę. W końcu postanowiłam się spakować i ruszyć na Eliksiry.
- To będzie długi rok szkolny.- szepnęłam do siebie schodząc po wielkich schodach.

Eliksiry minęły mi bardzo spokojnie, Numerologia, Starożytne Runy i Zaklęcia także. Zebrałam masę punktów dla mojego domu i byłam bardzo z siebie dumna. W końcu nadeszła pora na moją lekcję z Harrym i Draco. Oklumencja nie była taka trudna na jaką mi się wydawała wcześniej. Wymagała jedynie skupienia i silnej woli. Byłam w tym całkiem dobra. Może nie wychodziło mi to od razu tak jak wszystko inne w magii ale czyniłam duże postępy.
- Gotowa?- zapytał Harry patrząc na mnie. Kiwnęłam głową. - Malfoy zaczynaj.
- Legilimens. - szepnął chłopak po czym wniknął do mojego umysłu. Czułam go. Widziałam jak przegląda moje wspomnienia, właśnie skupiał się na moich wakacjach. Widział mnie szczęśliwą u boku rodziców i przyjaciół. Skupiał się na każdym detalu naszej wycieczki do parku wodnego. Przeglądał od początku wszystko do końca, co robiłam co jadłam. Każdą moją rozmowę, dosłownie wszystko.
- Hermiono, musisz go zwalczyć. Posłuchaj mnie musisz zamknąć swój umysł. Wyobraź sobie, że zamykasz drzwi i zrób to samo ze swoim umysłem, zamknij jego drzwi. Uniemożliw mu dostęp do niego. - mówił do mnie Harry. - To proste jeśli to sobie wyobrazisz.
Zrobiłam tak jak mi kazał. Wyobraziłam sobie duże sosnowe drzwi z piękną srebrną klamką i tego samego koloru zawiasami. Oczami wyobraźni widziałam jak łapię za klamkę i po prostu zamykam wrota do mojego umysły. Kiedy były już szczelnie zamknięte poczułam jak blondyn znika z mojej głowy. Byłam tylko ja i moje myśli.
Zdyszana i wyczerpana usiadłam wygodnie w fotelu. 
- Bardzo dobrze Hermiono! Udało się !- krzyknął uradowany Harry.
- Jak na drugą lekcje poszło Ci całkiem dobrze. - uśmiechnął się do mnie Malfoy. - Spróbujemy jeszcze raz?
- Dobrze..- odparłam trochę zmęczona ale gotowa. Znowu wyobraziłam sobie to co przed chwilą.
- Legilimens- Draco wypowiedział zaklęcie i znowu wtargnął do mojego umysłu. Nie udało mi się go zamknąć na tyle szczelnie. Jakoś mu się udało wejść. Skupił się na wspomnieniach z dzisiejszej nocy. Na moich uczuciach w stosunku do niego i na moim śnie. Na nim skupił się najbardziej. Przypomniał słowa Bellatrix, słuchał ich teraz razem ze mną. Słuchał tego co o nim myślałam i tego co powiedziała mi ona.On tym bardziej Ci nie pomoże. Jest po naszej stronie i zawsze był. Jesteś dla niego niczym. Słowa czarownicy znowu wirowały mi po głowie, sprawiając, że łzy zaczęły napływać mi do oczy. Starałam się zamknąć swój umysł ale mi nie wychodziło. Nie dawałam rady. Nagle Malfoy zniknął z mojej głowy.
- Na dziś wystarczy.- rzekł spokojnie, zbyt spokojnie.
- Co? Ale czemu?!- zapytałam zdziwiona.
- Jesteś wyczerpana. Musisz spać.
- Ale ja muszę się tego w końcu nauczyć!- krzyknęłam wstając z fotela.
- Hermiono, spokojnie. - powiedział do mnie powoli Harry.- Na pewno na jutrzejszej lekcji pójdzie Ci lepiej, zobaczysz. A on ma rację nie powinnaś się przemęczać, idź spać. Na mnie też już czas, dobranoc.
Przytulił mnie lekko i zniknął za drzwiami. Spojrzałam gniewnie na Ślizgona, ten tylko wzruszył ramionami.
- Dziś też będę spać z Tobą.- powiedział w końcu. Skierował swoje kroki do dormitorium. Widząc moje protestujące spojrzenie dodał szybko. - Nie chce, żebyś miała koszmary, musisz mieć siły.
Siedziałam jeszcze długo w salonie patrząc na gasnący ogień. Chłopak miał rację, muszę mieć siłę żeby z tym walczyć. A skoro mam mieć siłę to muszę spać. A tylko śpiąc z Draconem mogę uniknąć koszmarów.
- Ehh... to bez sensu...- westchnęłam i ruszyłam do swojej sypialni spędzić kolejną noc w objęciach blondyna.

niedziela, 13 lipca 2014

Rozdział XII

Po moich plecach przeszedł dreszcz. Poczułam jak kropelki potu zbierają mi się na czole a serce zaczyna bić jak oszalałe.
- J-j-jak to śmierć?- wyjąkałam rozdarta. Teraz bałam się jeszcze bardziej. To nie możliwe.
- Panno Granger, jak już powiedziałem jest to bardzo trudne zaklęcie. Żeby mogło dojść do skutku potrzebna jest duża moc ale to więź miedzy czarodziejami jest najważniejsza. Kiedy jeden czarodziej zrobi drugiemu wielką krzywdę bądź pozostawi po sobie jakiś znak, łączy się umysłem z nim.
- Tak jak ze mną i Voldemortem...- szepnął po cichu Harry siedzący tuż obok.
- Nie do końca Potter ale działa to na podobnej zasadzie. Kiedy Twoja matka oddała za Ciebie życie Czarny Pan nie mógł Cię skrzywdzić, kiedy użył na Tobie zaklęcia niewybaczalnego zostawił tylko znak ale jednocześnie wasze umysły połączyły się w pewnym stopniu a Ty stałeś się horkruksem. Natomiast do użycia zaklęcia Afficeresomaniatis nie jest to potrzebne. Tak jak powiedziałem wystarczy znak albo wielka krzywda wyrządzona innemu czarodziejowi i powstaje więź. Niektórzy czarodzieje wiedzą o niej od razu, inni dowiadują się po czasie ale istnieją też przypadki, że do końca życia czarodziej nie wie, że jest połączony z kimś umysłem.
- Ale co do tego ma śmierć? - zapytałam nie wiedząc co mam myśleć.
- To że jeśli chce się całkowicie zniszczyć więź miedzy czarodziejami jedna ze stron musi umrzeć, bo żadne nie może istnieć jeśli drugie przeżyje. Oczywiście przez pewien czas można chronić się Oklumencją albo specjalnymi eliksirami, ale jeśli te snu o którym Pani wspomniała, Panno Granger sprawiają krzywdę najlepszym sposobem będzie śmierć.- spojrzał na mnie z dziwnym lękiem a później zwrócił się do klasy.- To wszystko na dziś, do widzenia. Panno Granger proszę do mojego gabinetu.
Spakowałam swoje rzeczy i ruszyłam za nietoperzem.
- Będę na ciebie czekać przed klasą.- powiedział mi szybko Harry i ruszył z Ronem do drzwi.
- Panie Malfoy, Pana też proszę! - krzyknął jeszcze Snape wchodząc do gabinetu.
Razem z Draconem stanęliśmy przed biurkiem nauczyciela. Severus wygodnie siedział na swoim krześle i przyglądał nam się uważnie.
- Masz mi coś do powiedzenia Panno Granger?- zapytał w końcu swoim ironicznym głosem.
- Nie Panie profesorze.- odpowiedziałam szybko i spuściłam wzrok na swoje buty jakby były najbardziej interesującym przedmiotem w tym pomieszczeniu.
- A ty Malfoy?
- Śni jej się moja ciotka.- powiedział blondyn tak jakby miał to gdzieś.
- Ty...!- spojrzałam na niego z pogardą. Gdyby wzrok mógł zabijać leżałbyś już trupem Malfoy - pomyślałam. Nagle na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech a w jego oczach można było dostrzec rozbawienie. Zapewne to usłyszał.
- Granger pokaż rękę.- Snape wyciągnął w moją stronę swoją dłoń. Posłusznie podwinęłam rękaw szaty i wyciągnęłam ramie w jego stronę. Spojrzał na napis na moim przedramieniu, ja zrobiłam to samo. Skóra wokół kresek była zaczerwieniona a rany się otworzyły. Wyglądało to tak jakby ktoś dosłownie przed chwilą wyrył mi na ręce napis 'SZLAMA'. Ale to nie możliwe, to się wydarzyło prawie pół roku temu... - Nie jest dobrze..- szepnął nauczyciel po czym wydarł się na całe gardło. - Iskierka !
Tuż obok jego nogi zmaterializował się skrzat domowy lekko się kłaniając.
- Idź do skrzydła szpitalnego i powiedz Pni Pomfrey żeby przygotowała ten eliksir.- podał skrzatowi jakąś karteczkę, ten skinął głową i zniknął. Snape spojrzał na nas.- A wy idziecie ze mną do Dyrektor McGonagall.
- Ale dlaczego on ma iść z nami! - krzyknęłam w proteście patrząc na Ślizgona.
- Będzie nam potrzebny. Granger tu chodzi o Twoje życie. - spojrzał na mnie zirytowany a w jego oczach dostrzegłam strach zmieszany ze złością.
Zrezygnowana spuściłam głowę i wyszłam z gabinetu nauczyciela. Przed drzwiami klasy stał Harry i Ron. Ten drugi nawet na mnie nie spojrzał.
- Co się stało? Co Snape od Ciebie chciał?- zapytał z lękiem mój przyjaciel.
- Dla Ciebie profesor Snape, Potter. - zagrzmiał nietoperz wyłaniając się zza drzwi. - Minus 5 punktów dla Griffindoru za brak szacunku do nauczycieli. Granger, Malfoy idziemy.
- Skoro ON ma iść z nami - spojrzałam wymownie na blondyna. - to ja chce żeby Harry też szedł. To mój przyjaciel i potrzebuje jego wsparcia.
- Dobrze, w takim razie Potter, Weasley za mną. - powiedział już mocno zirytowany Severus. Nie chciałam już wtrącać, że chodziło mi tylko o Harryego bo to by mogło jeszcze bardziej zdenerwować nietoperza. Posłusznie poszliśmy za nim w stronę chimery pilnującej gabinetu dyrektorki.
- Co się dzieje? Dlaczego idziemy do profesor McGonagall? - szepnął brunet do mojego ucha.
- Chodzi o moją bliznę... - więcej nie musiałam mówić, zrozumiał wszystko. Złapał mnie za rękę, żeby trochę wesprzeć. Ku mojemu zdziwieniu Ronald zrobił to samo i uśmiechnął się do mnie lekko.
- Hermiona... Ja Cię przepraszam... Nie chciałem tak zareagować, to Lavender... Ona mnie podpuściła...- szepnął łamiącym się głosem.- Wiesz przecież, że możesz na mnie liczyć... Dalej jesteś moją przyjaciółką...
- Dziękuję...- spojrzałam na chłopaka i lekko się uśmiechnęłam. Dotarliśmy właśnie do chimery. Profesor Snape szepnął hasło a głowa posągu lekko podskoczyła ukazując schodu. Wspinaliśmy się powoli nimi kierując do gabinetu. Mężczyzna zapukał lekko w drzwi i wszedł do środka. My tuż za nim. Minerva McGonagall spojrzała na nas zdziwiona i zwróciła się do nauczyciela.
- Severusie co Cię sprowadza do mojego gabinetu. Czyżby Ci uczniowie znowu coś narozrabiali? - dyrektorka spojrzała na naszą trójkę z politowaniem.
- Wręcz przeciwnie. Miałem zamiar przyjść tu tylko z Panną Granger i Panem Malfoyem ale ktoś się uparł żeby towarzyszyli nam jeszcze dwaj Gryfoni. -tu spojrzał na mnie wymownie. Dyrektorka lekko się zaśmiała i spojrzała pytająco na Snape. Ten od razu zaczął tłumaczyć jej co nas tu sprowadza. - Dziś na lekcji omawialiśmy zaklęcia manipulujące umysłem. Panna Granger zadawała dużo pytań na temat zaklęcia Afficeresomaniatis, zdziwiło mnie to, więc po lekcji zaprosiłem ją i Panna Malfoya do mojego gabinetu. Nie chciała się przyznać o co chodzi ale dzięki prefektowi naczelnemu Ślizgonów dowiedziałem się o co chodzi. Śni jej się Bellatrx Lestrange. Pokazała mi swoje ramie i wtedy zobaczyłem dowody na to, że zostało użyte właśnie to zaklęcie.
- Hormiono, pokaż mi proszę swoje ramie. - zwróciła się do mnie nauczycielka transmutacji. Posłusznie wyciągnęłam w jej stronę rękę uprzednio podwijając rękaw szaty. Profesorka spojrzała na moją ranę i wstrzymała oddech. Podniosła znowu wzrok na Mistrza Eliksirów i powiedziała. - Kazałeś przygotować specjalny eliksir?
- Tak.- odpowiedział bez wahania Severus.
- Dobrze. - westchnęła lekko kobieta i spojrzała na mnie badawczym wzrokiem. - Czy masz na ciele jeszcze jakieś rany albo ślady i co Ci się dokładnie śni? - zapytała łagodnie. Zdjęłam powoli wierzch mojej szaty i spojrzałam wymownie na trzech młodych chłopaków, od razu się odwrócili. Zdjęłam koszule i pokazałam nauczycielom moje siniaki. Spojrzeli na mnie wystraszeni.
- A sny? - zapytała znów Minerva, gdy się ubrałam. Powoli zaczęłam opowiadać wszystko co mi się śniło i miało związek z Lestrange. Słuchali mnie w napięciu nie przerywając ani razu. Jak wspominałam o moich rodzicach łzy zaczęły mi spływać po twarzy, Harry to zauważył i lekko mnie przytulił.

Skończywszy swoją opowieść czułam się lepiej, ktoś mi przynajmniej pomoże. Nie będę z tym wszystkim sama.
- Dobrze, już wszystko wiemy. To najważniejsze. - mówiła McGonagall pod nosem kręcąc się po swoim gabinecie. Nagle przystanęła przy portrecie Albusa Dambledora. Ten patrzył na nią swoim mądrym spojrzeniem.
- Musisz działać Minervo. Ona jest słaba, puki co nic jej nie zrobi. Będzie ją tylko męczyć snami. - szepnął były dyrektor.
- Masz rację. Severusie - zwróciła swój wzrok na niego. - zobacz jak radzi sobie Pani Pomfrey z tym eliksirem. Weasley wyślij sowę do swoich rodziców z pytaniem czy rodzice Hermiony dotarli cali i zdrowi do Nory. Potter, razem z Malfoyem pomożecie Granger nauczyć się Oklumencji. Natomiast ty Hermiono, razem ze mną i Severusem będziesz się przygotowywać.
- Do czego ? - zapytałam tępo.
- Istnieje możliwość, że Lestrange chce Cię zabić. Musisz przygotować się na to, że będziesz z nią walczyć. Oczywiście my nie dopuścimy do tego. Ale musisz być przygotowana. - spojrzała na mnie smutna. - Możecie już iść, ale uważajcie na siebie.

Wyszliśmy szybko z gabinetu dyrektorki. Ron udał się do sowiarni a ja z Harrym i Draconem poszłam do pokoju wspólnego prefektów naczelnych.
- Dlaczego ON musi nam pomagać? Sam nauczyłbym Cię Oklumencji. - powiedział z irytacją brunet.
- Sam byś sobie nie poradził, Potter.- zadrwił Malfoy. - Tu chodzi o jej życie a nie o to by pokazać kto jest lepszy, musimy współpracować, więc może na ten moment zakopiemy topór wojenny?
- Czemu nagle zaczęło Ci zależeć na jej życiu?
- Od dłuższego czasu mi na nim zależy! - ryknął na niego wchodząc do salonu.
- A to niby dlaczego?! - zdenerwował się Harry.
- Bo jest dla mnie ważna, dobra. Spędzam z nią dużo czasu, rozmawiamy. Poznajemy się z innej strony, z tej lepszej. Może zaczęło mi na niej zależeć jak na przyjaciółce a może jak na dziewczynie. Ale Ciebie Potter to nie powinno obchodzić. - spojrzał na niego ze wściekłością. Postanowiłam się wtrącić zanim dojdzie do rękoczynów. Stanęłam między nimi wyciągają ręce w ich strony. Położyłam swoje dłonie na klatkach piersiowych obu chłopaków i spoglądałam w oczy każdemu po kolei.
- Nie kłócicie się. - powiedziałam powoli, ostrożnie dobierając słowa. - Musimy współpracować. Jak tego nie zrobimy to może wydarzyć się coś złego. Dlatego tak jak powiedział Draco musicie choć na chwilę zakopać topór wojenny, może dzięki temu poznacie się lepiej i nie będziecie się tak nienawidzić. Harry proszę... - dodałam jeszcze na koniec widząc jego sprzeciw w oczach. - nie chce umierać...
Chłopak od razu zmienił swoje spojrzenie i mnie przytulił.
- Ja też nie chce, żebyś umarła... Nie mogę Cię teraz stracić... - poczułam jak pojedyncza łza spływająca z policzka chłopaka spadła mi na czoło. Spojrzałam na niego, ucałowałam lekko w policzek i uśmiechnęłam, żeby choć trochę go wesprzeć. Nagle poczułam na swoim ramieniu czyjąś rękę. Spojrzałam Malfoya, uśmiechał się. To był prawdziwy uśmiech a nie jakiś ironiczny czy sztuczny. W jego oczach za to dostrzegłam smutek i strach. Tak bardzo kochałam patrzeć w te jego stalowo-niebieskie oczy. One były w nim najpiękniejsze.
- Ja też nie chce Cię stracić.- powiedział cichutko.- Kogo będę denerwować jak Ciebie nie będzie.
Uśmiechnęłam się w jego stronę i spojrzałam na Harryego z pytaniem wymalowanym na twarzy. Chwilę się wahał aż w końcu odpowiedział:
- No dobra. Ale robię to tylko dla Ciebie.
Poczochrał mnie po włosach i usiadł przy kominku. Razem z Draconem zrobiliśmy to samo. Przez bite trzy godziny uczyli mnie opanować trudną sztukę Oklumencji. Malfoy wchodził mi do umysłu a Potter pomagał mi go z niego wyrzucić. W końcu po trzech godzinach mi się udało. Zmęczona opadłam na kanapę przy kominku.
- Jak na pierwszą lekcję poszło Ci całkiem nieźle. - uśmiechnął się do mnie Malfoy i usiadł obok na kanapie.
- W zupełności się z Tobą zgadzam Draco. - powiedział Harry siadając obok nas.
- To dziwne usłyszeć z Twoich ust moje imię. - zaśmiał się blondyn a my razem z nim.
- No widzisz, w końcu się doczekałeś. Dobra na mnie już czas. Zaraz godzina policyjna Filcha. Trzymajcie się. - pomachał nam i wyszedł.
Siedzieliśmy na kanapie obok siebie i patrzyliśmy w gasnący ogień w kominku. Zrobiło mi się smutno jak pomyślałam, że przez Lestrange moje serce też będzie tak gasło powoli. W oczach zebrały mi się łzy ale usilnie nie pozwalałam ich wypłynąć. W pewnym momencie poczułam jak oplata mnie ramie chłopaka. Spojrzałam na niego szklanymi od łez oczami. Ten tylko uśmiechnął się do mnie pokrzepiająco i nic nie mówiąc pocałował mnie w czoło. Czemu ty to robisz? Masz w tym jakąś chorą satysfakcję? A może to gra? Jakiś chory zakład czy po prostu lubisz bawić się uczuciami dziewczyn? Ze mną Ci się to nie uda. - pomyślałam bojąc się wymówić te słowa na głos, byłam pewna, że chłopak i tak je usłyszał bo jego twarz od razu stężała a oczy przestały wyrażać jakiekolwiek emocje.
- Jesteś bardzo mądra, Granger. Ale nie zawsze masz rację. Mówiłem Ci już, że to żadna gra. Ja po prostu się zmieniłem. - powiedział z irytacją.
- Ludzie tak po prostu się nie zmieniają, ty zawsze będziesz taki sam. - powiedziałam to lekko tak jakbym miała jego uczucia w głębokim poważaniu. - Mimo wszystko dziękuję, że to robisz. Te drobne gesty i pomoc w opanowaniu Oklumencji bardzo mi pomagają. Dzięki temu czuję, że może jeszcze komuś na mnie zależy i nie jestem sama.
- Masz dużo przyjaciół, którym na tobie zależy. - odparł szybko udając, że moja wypowiedź wcale go nie ruszyła.
- Ale ja nie myślałam o tym. Miałam na myśli to, że komuś zależy na mnie w sensie na mnie jak na potencjalnej dziewczynie, z którą może być a nie na przyjaciółce. Ja wiem, że my i tak nie będziemy razem bo to nie realne. Jednak Twoje przytulenia i to, że mnie wspierasz bardzo mi pomagają, dzięki nim mam siłę, żeby walczyć.
Spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem. Patrzył na mnie tak jak Ron kiedy zgodziłam się z nim chodzić. Patrzył na mnie z uczuciem. Jakby z miłością zmieszaną z troską. Przytulił mnie jeszcze mocniej i zaczął szeptać do ucha.
- Skąd wiesz, że to nie realne skoro nigdy nie spróbowałaś. Może wielu ludziom nie spodobałoby się to, że byśmy zaczęli ze sobą chodzić ale na pewno nie mi. Zawsze mi się podobałaś. - odsunął się ode mnie kawałek tak, żeby mógł patrzeć mi prosto w oczy. - Daj temu trochę czasu a może coś z tego będzie.
Pocałował moje czoło jeszcze raz i wstał. Skierował swoje kroki do dormitorium.
- Jak będziesz mieć znowu te koszmary to po prostu przyjdź do mnie, przytulę Cię czy coś. - poczochrał swoje włosy ręką. - Nie jestem za dobry w pocieszaniu kobiet, ale wiedz, że możesz na mnie liczyć. Jak coś to mnie zawołaj albo po prostu przyjdź. Dobranoc.
Długo jeszcze patrzyłam w drzwi za którymi zniknął. Nie mogłam uwierzyć, że Malfoy zdobył się na takie słowa. Może serio się zmienił. Nie mam pojęcia. Jedno wiedziałam, nie mogłabym być do końca pewna jego zachowania to w końcu Draco Malfoy największy podrywacz w Hogwarcie. Ale to miło z jego strony, że chociaż trochę się stara. Wolnym krokiem poszłam do swojego dormitorium. Szybko się przebrałam i położyłam na łóżku. Długo nie mogłam zasnąć, w końcu udało mi się. A w mojej głowie wirowały obrazy związane z Draco.

środa, 9 lipca 2014

Rozdział XI

Padłam na pierwszy lepszy fotel tuż obok kominka. Wyjęłam ze swojej torby potrzebne książki i zaczęłam je wertować. No cóż, nic nie straciłam. To przecież tylko jedne głupie wyjście do Hogesmeade i jakaś durna randka z nieznajomych chłopakiem. Ja nie chodzę na randki! Zwłaszcza z ludźmi, których nie znam! To głupie i nieodpowiedzialne, chociaż bardzo interesujące i zapewne nowe przeżycie. Bardzo mnie zastanawiało kto mógł być tym tajemniczym adoratorem jednak nie miałam zamiaru się nad tym jakoś głębiej zastanawiać, szukać go czy nawet złamać zasady, żeby tylko wymknąć się na spotkanie z nim. Jak zawsze mawiała moja mama 'jak kocha to poczeka, jeśli na prawdę mu na Tobie zależy to zrobi wszystko, żeby się z Tobą spotkać a jeśli nie to znaczy, że nigdy nie był Ciebie wart.'  Tak, ona się na tym znała, zawsze miała rację w tych sprawach.
- Uhhh...- wypuściłam powietrze z głośnym świstem. Wertowanie książki do Obrony Przed Czarną Magią zajęło mi chwilę nim znalazłam odpowiedni rozdział. 'Zaklęcia manipulujące umysłem'. Głosił ozdobny nagłówek. Sięgnęłam jeszcze raz po torbę i wyjęłam z niej kawałek pergaminu i pióro. Na jutrzejszych zajęciach będziemy przerabiać ten rozdział, więc kilka notatek mi nie zaszkodzi. Uśmiechnęłam się sama do siebie i zaczęłam czytać drobny druk.

Istnieje dużo różnych zaklęć, które mogę w pewnym bądź całkowitym stopniu zmanipulować umysł czarodzieja lub mugola. Mogą to bym zaklęcia werbalne i niewerbalne. Istnieją też pewne luki, nie zawsze potrzebne jest zaklęcie, żeby manipulować bądź wpływać na umysł kogokolwiek. Czasami silne przeżycia związane z daną osobą dają czarodziejowi znikomą władzę nad jego umysłem. Może wtedy wpływać na przykład na jego sny sprawiają, że czarodziej nie będzie mógł spać albo normalnie funkcjonować. Zależy to jednak od tego co chce osiągnąć po przez manipulację. Niekiedy zdarza się że umysły dwojga ludzi są połączone. Wtedy nie dochodzi do manipulacji tylko połączenia jaźni. Można wtedy poznać myśli drugiej osoby albo podczas snu przeżywać to co w danej chwili robi tamta osoba. Zaklęciem silnie wpływającym na umysł człowieka jest zaklęcie Imperius.

Dalej już nie czytałam. Nie było mi to już potrzebne. Wiedziałam już co się ze mną dzieję. Bellatrix znalazła sposób, żeby manipulować moim umysłem i robi to tylko we śnie. Tylko dlaczego? Chce mnie przygotować na to, że przyjdzie po mnie czy może chce mnie przestraszyć i spowodować to, że sama będę chciała ją odszukać, żeby tylko nie zrobiła nikomu krzywdy. Co ja mam zrobić? Wiem jedno. Muszę dowiedzieć się jakie to zaklęcie i jak się przed nim bronić.
- Nie rób nic.- odezwał się arogancki głos za mną.
Draco właśnie wchodził do pokoju wspólnego z Zabinim. Ten pierwszy usiadł na fotelu obok mnie natomiast drugi na sofie przy półce na książki.
- A to niby czemu? Boisz się, że nie będziesz mógł mi już czytać w myślach?- zapytałam ironicznie.
- Tego się nie boję, nigdy nie opanujesz oklumencji.- uśmiechnął się do mnie drwiąco.
- Ja na twoim miejscu nie wątpił bym w jej umiejętności, mówią że to najzdolniejsza czarownica naszych czasów.- odezwał się Blais.
- Może i masz racje. - Ślizgon się trochę zmieszał, jednak jego twarz dalej była bez wyrazu. Odważyłam się spojrzeć mu w oczy i dostrzegłam w nich coś co mnie bardzo zdziwiło. Nie było w nich tej chłodnej pogardy którą zawsze widziałam przez te sześć lat. Było w nich dużo różnych emocji zmieszanych ze sobą. Ból, strach, cierpienie i współczucie. To było dziwne. Nigdy nie wiedziałam, że Malfoy może odczuwać inne emocje niż pogardę i wrogość.
- Blais wyjdź, muszę porozmawiać z Granger sam. -w jego głosie też oprócz lekkiej ironii i pogardy można było usłyszeć strach. Co się dzieje z tym człowiekiem? A może to ja wariuję? 
- Dobrze, w takim razie zobaczymy się na obiedzie. Na razie Hermiono ! - pomachał w moją stronę i opuścił pokój wspólny.
- To co ode mnie chcesz? - zapytałam z poirytowaniem.
- Granger, Granger, Granger. Po co te nerwy. - urwał i zawahał się przez chwilę. - Chcę Ci pomóc.
- Ty mi ? - zaśmiałam się głośno. - Ciekawe w czym? Może chcesz mi pomóc w robieniu mi krzywdy? Wielkie dzięki ale nie.
- Chce Ci pomóc właśnie w tym żebyś nie zrobiła sobie krzywdy, tępa szlamo! - wydarł się na mnie. Po chwili dotarło do niego to co powiedział, zmieszany opuścił głowę. - Przep...
- Słuchaj!- przerwałam mu w połowie zdania. - Może i jestem szlamą ale nie jestem tępa! A ty nie masz prawa mnie obrażać! Ja wiem, że zatrzymałeś się w etapie dojrzewania na sraniu w pieluchy ale to nie jest powód żeby obrażać czarodziei nieczystej krwi! Wcale nie jesteś ode mnie lepszy i nigdy nie byłeś.
Wstałam z zamiarem pójścia do swojego dormitorium jednak od złapał mnie za rękę i spojrzał mi głęboko w oczy z nieukrywaną skruchą.
- Masz rację. - powiedział powoli, spokojnie dobierał słowa jakby bał się, że znowu palnie coś głupiego. - Zawsze byłaś ode mnie trochę lepsza. Zaczynając od początku. Miałaś normalną kochającą się rodzinę, przyjaciół, w szkole bez trudu radziłaś sobie z nauką, wytrzymałaś ból, który zadała Ci moja ciotka i pomogłaś Potterowi pokonać Czarnego Pana. Ty nie musiałaś walczyć z nim ramię w ramię, nie musiałaś bać się, że jeśli nie wykonasz powierzonego Ci zadania od zabiję kogoś na kim najbardziej Ci zależy. Zawsze byłaś lepsza.
Cała nagle zbladłam i zesztywniałam. Nigdy nie spodziewałabym się, że Malfoy powie mi coś takiego. Zawsze myślałam, że on uważa się za kogoś lepszego a jednak tak nie było... W jego oczach dostrzegłam ogromny ból. Zapragnęłam nagle go przytulić, był taki nieszczęśliwy... On potrzebuje kogoś kto go wesprze, ale czy akurat ja byłam właściwą osobą?
Postanowiłam przełamać to dziwne napięcie między nami. Wyzbyłam się jakichkolwiek uprzedzeń co do Ślizgona i zrobiłam coś czego nigdy bym po sobie się nie spodziewała. Przytuliłam go. Chłopak się przed tym jednak nie bronił. Objął mnie delikatnie w pasie jakbym była z porcelany. Pogłaskałam go lekko po plecach i głowie.
- Draco ty wcale nie jesteś gorszy ode mnie...- szepnęłam mu cicho do ucha.- W pewnym stopniu jesteś lepszy.
- Dlaczego niby tak myślisz?- zakpił.
- Ty dzielnie stawiałeś czoła przeciwnościom losu. Starałeś się chronić rodzinę za wszelką cenę nie patrząc nawet na własne życie i przekonania. Robiłeś wszystko, żeby nic im się nie stało. A ja... - głos uwiązł mi w gardle.- Wymazałam pamięć moim rodzicom, żeby ich nie było w pobliżu. Wiem, że to tchórzowskie zachowanie ale wtedy nie widziałam innego wyjścia. Albo na przykład skrzywdziłam takiego Rona, bo bałam się zaangażować w inny związek i uznałam, że jak będę z Weasleyem to tamten ktoś się zniechęci.
- I co udało Ci się? - odsunął się kawałek ode mnie i spojrzał mi głęboko w oczy.
- Chyba tak, sama już nie wiem...
Odsunęłam się od niego, wzięłam swoje książki i poszłam do dormitorium. Reszta dnia upłynęła bardzo szybko. Nie poszłam na obiad bo wciągnęła mnie lektura o zaklęciach wpływających na umysł. Sumienie robiłam notatki i obiecałam sobie, że wypytam nietoperza  na lekcji o coś więcej.

Następnego dnia obudziło mnie pohukiwanie sowy. Otworzyłam niemrawo oczy i zobaczyłam płomykówkę siedzącą z gracją na moich biurku. Obok niej leżał krótki liścik. Pogłaskałam ją lekko po główce i dałam krakersa. Sięgnęłam po list i ujrzałam to samo pochyłe i dbałe pismo napisane zielonym atramentem.

Droga Hermiono!
Dziękuję Ci za wczorajszą rozmowę. Na prawdę dużo ona dla mnie znaczy. Jestem teraz innym człowiekiem, proszę uwierz mi. Nie chce Cię zranić. Pewnie uznasz, że gram w jakąś chorą grę ale tak nie jest, teraz tak nie jest. Nie chce, żeby stała Ci się krzywda. Dlatego uważaj na Blaisa...

D.M.

List od Malfoya bardzo mnie zdziwił. Zlustrowałam go jeszcze raz wzrokiem i dostrzegłam, że tusz jest w paru miejscach rozmazany a na papierze są malutkie kropelki, jakby ktoś płakał. To nie możliwe, Draco nie płacze. Zaśmiałam się cichutku pod nosem. Ubrałam się szybko i zabrałam swoje książki. Nie mogę się spóźnić na Obronę Przed Czarną Marią bo Snape mnie zabiję.
Biegłam ile sił w nogach żeby tylko zdążyć, miałam 10 minut. To bardzo mało jak na pokonanie takiej drogi. Na szczęście zdążyłam zanim nietoperz zaczął wpuszczać uczniów do klasy.
- Otwórzcie książki na stronie 12.- odezwał się władczym tonem.- Zaklęcia manipulujące umysłem. Są to zaklęcia które bezpośrednio wnikają w myśli czarodzieja. Dzięki nim można czytać umysł jak otwartą książkę bądź go kontrolować. Do takich zaklęć zaliczamy, zaklęcie Impreius i Legilimencje. Przed, niektórymi zaklęciami można się bronić, np przed Legilimencją można bronić się Oklumencją. Jakieś pytania?- nietoperz rozejrzał się po klasie, kiedy dostrzegł moja podniesioną rękę zwrócił na mnie swój wzrok.- Tak panno Granger?
- Czy istnieją takie zaklęcia, które pozwalają czarodziejowi wtargnąć do snów innego czarodzieja i podczas tego snu robią mu siniaki bądź jakąkolwiek krzywdę? A jeśli istnieją takie zaklęcia to jak się przed nimi bronić? - zapytałam powoli nauczyciela.
Severus spojrzał na mnie zaintrygowany.
- Oczywiście, że takie zaklęcia istnieją panno Granger. Ale są to zaklęcia bardzo czarnomagiczne i istnieje tylko jedno takie które opisałaś. Dlaczego interesuję Cię to zaklęcie?
- Czysta ciekawość. To jak ono się nazywa?
- Afficeresomaniatis*. Jest to bardzo trudne zaklęcie.
- Czy jest jakiś sposób, żeby się przed nim bronić.
- Z tego co dobrze pamiętam jest tylko jeden sposób. Śmierć.


 _________________________________________________________________________
Wybaczcie że tak długo mnie nie było. Ludzie mnie ciągle gdzieś wyciągają i nie miałam czasu pisać :) postaram się w przyszłym tygodniu dodać nowy rozdział :*

* Afficere - z łaciny 'wpływać '
Somaniatis - z łaciny 'do snu'

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział X


Otworzyłam oczy. Byłam w ciemnym pomieszczeniu bez żadnych okien. Posadzka i ściany wyłożone były kamieniami. W powietrzu czyć było wilgoć i stęchliznę. Zapewne znajdowałam się w jakimś lochu albo piwnicy, nie byłam do końca pewna. Leżałam na twardym, drewnianym łóżku bez materaca. Goła deska, wymięta poduszka nabita starym puchem i wytarte prześcieradło
były jedynymi udogodnieniami. Nic nie mogłam dostrzeć przez tę ciemność, jedyne co zobaczyłam to majaczący płomień pochodni za okratowaną dziurą w drzwiach. Po jakimś czasie moje oczy przyzwyczaiły się do panującego w pomieszczeniu mroku. Spróbowałam się unieśń na łokciach i od razu tego pożałowałam. Poczółam ogromny ból w podbrzuszu i klatce piersiowej. Jakby ktoś przed chwilą wyrwał mi wszystkie wnętrzności i zastąpił je gwoździami. Zrezygnowana opadłam znowy na 'łóżko' i z głośnym świstem wypuściłam powietrze z płóc. Jęknęłam, znowu to uczucie w całym ciele. Ostatnio tak się czułam po klątwie Cruciatusa, którą rzuciła na mnie Bellatrix. Omiotłam spojrzeniem miejsce, w którym się znajdowałam i zatrzymałam swój wzrok na źródle jedynego światła. Za drzwiami dostrzegłam nieznaczny ruch, po czym otworzyły się. Wyglądały jakby zaraz miały wypaść z zawiasów. 


Do pomieszczenia weszły dwie postacie. Z przerażeniem stwierdziłam, że obie dzierżą w rękach różdżki. Z tego co udało mi się dostrzec był to wysoki mężczyzna i troszkę niższa od niego kobieta. Ten pierwszy poruszał się z gracją godną samego arystokraty natomiast po niej widać było, że jest ze szlachetnego rodu jednakże w jej ruchach było więcej swobody, jakby płynęła. Mimo wszystko po postawie obojga było widać, że uważają siebie za lepszych i gardzą mną, a sytułacja w jakiej się znajduję bardzo ich cieszy. Wręcz bawi.
- Incendio!- krzyknęła kobieta, po czym zapaliły się dwie pochodnie po obu stronach drzwi. Nagła zmiana oświetlenia skołowala mój zmysł wzroku. Zamrugałam kilkakrotnie, żeby oczy lekko się przyzwyczaiły. Spojrzałam jeszcze raz na czarodzieji i teraz już dobrze wiedziałam kim są. Moje spostrzeżenie bardzo mnie zaniepokoiło. Czego oni ode mnie chcą? Co ja im zrobiłam? Tyle pytań na raz pojawiło się w mojej głowie. Czy to ma coś wspólnego z moim pochodzeniem, a może z bitwą?
- No, no. Nasz gość raczył się już obudzić.- powiedział z ironią Lucjusz Malfoy.
- Chyba nieco przesadziłam z poniewieraniem jej.- zaśmiała się Lestrange.- Wygląda jeszcze gorzej niż wcześniej, nawet jej rodzice dłużej się trzymali w kupie.
- Co zrobiliście z moim rodzicami!- krzyknęłam najgłośniej jak mi na to pozwalały moje obolałe gardło.
- Tym się już nie przejmój, są w lepszym miejscu jak to mawiają mugole. A ty zaraz do nich dołączysz.- powiedział z wyższością czarodziej.- Avada...!
- PRZESTAŃCIE!- krzyknął dobrze znany mi głos.

Nagle wybudzona z koszmaru momentalnie usiadłam wyprostowana na łóżku. Przestraszona obejrzałam się na boki w poszukiwaniu napastnika. Jedyną osobą znajdującą się w dormitorium oprócz mnie była Ginny, która dalej smacznie spała na łóżku obok mnie, nieświadoma tego, że się obudziłam. Spojrzałam na jej spokojną twarz. Była taka słodka, miałam ochotę pogłaskać ją potwarzy. Jednak się powstrzymałam. Nie chciałam jej budzić, wczoraj miała ciężki trening i długą nocną rozmowę. Niech się wyśpi, zasługuje na to. Skierowałam swój wzrok na zegar i zatrzymałam go na jego tarczy. 6:30, głosiły dwie wskazówki. Ehhh... tak długo do śniadania a ja pewnie już nie zasnę. Opadłam na łóżko, obok młodszej Gryfonki. I co ja mam robić przez ten czas. Wszystkie książki jakie miałam przeczytałam już dawno. W końcu wstałam z łóżka. Muszę się ogarnąć i obudzić Ginny. Żeby zdążyła wyjść zanim Malfoy się obudzi. Nie chce żeby ten matoł odjął jej jakieś punkty przeze mnie.
Zmęczona poczłapałam do szafy i wyjęłam z niej ciepłe ubrania, wrześniowa pogoda nie pozwalała na lekkie rzeczy zwłaszcza że miałam jeszcze dzisiaj wyjść do Hogsmeade. Skierowałam swoje kroki do łazienki. Z ulgą stwierdziłam, że jest otwarta. Ślizgon pewnie jeszcze śpi. Weszłam do środka i zamknęłam drzwi po stronie blondyna. Napuściłam wodę do wanny i wlałam płyn, żeby powstały bańki. Zaczęłam się powoli rozbierać. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i z mojego gardła wydobył się głośny okrzyk strachu. Na mojej klatce piersiowej i ramionach były wielkie sińce. Tylko skąd ode się wzięły. Ostatni raz tak wyglądałam po spotkaniu z Lestrange i Bitwie o Hogwart. Co się dzieje? Czy to przez te sny? Nie możliwe. Przecież to były tylko sny. To nie realne, żeby podczas moich nocnych mar ktoś robił mi siniaki. Przecież bym się obudziła. A może... Nie to nie możliwe, żeby sny tak wpływały na moje ciało. Nawet w świecie magii, prawda?

Usłyszałam szmery w obu dormitoriach. Z mojego szybko wbiegła najmłodsza latorość Weasley'ów i stanęła jak wryta w progu drzwi. Natomiast od strony Malfoya ktoś szarpał klamką.
- Granger!- krzyknął Ślizgon.- Granger stało się coś?!
W jego głosie można było wyczuć zdenerwowanie i strach.
- Hermiona otwórz! Wszystko jest w porządku?!- dalej szarpał się z klamką i najwyraźniej nie zamierzał odpuścić.
- Miona co Ci się stało?- szepnęła Ginny tak cicho żeby Malfoy tego nie usłyszał.
- Nie mam pojęcia... - odpowiedziałam jej szeptem.- Wracaj do mojego dormitorium, nie chce żeby on Cię zobaczył, będziesz miała kłopoty.
- Nie obchodzi mnie to! - oburzyła się dziewczyna.- Nie zostawię Ci w takim stanie. Kto Ci to zrobił?!
Chłopak chyba ją usłyszał bo przestał szarpać się z klamką od łazienki. Po chwili dało się usłyszeć trzaskanie drzwi od jego dormitorium. A później mojego. Pospiesznie wciągnęłam na siebie szlafrok, nie chciałam, żeby zobaczył mnie gołą i obitą jak Harryego po każdyn starci z Tomem.
- Co się stało?!- zapytał przejęty wchodząc do łazienki.
- Nic.- powiedziałam stanowczo.- Zobaczyłam pająka.
Posłałam Gin porozumiewawcze spojrzenie na co tak przytaknęła i odparła do Ślizgona:
- Właśnie, ale już go nie ma zabiłam go.
- Nie wierze wam. Nie jesteś jesteś tą wiewiórą Ronaldem, żeby bać się pająków. Mów co się stało.
- Malfoy to nie Twój interes.- spojrzałam mu groźnie w oczy a w każde słowo włożyłam tyle jadu, że chłopak zrobił dwa kroki do tyłu.
- Jestem prefektem naczelnym, więc tak. To jest mój interes. Pokaż mi je.
- Kogo?
- Te siniaki, nie rób ze mnie debila!- krzyknął zdenerwowany, podchodząc do mnie. Lekko odchylił szlafrok a ja zadrżałam. -Nie bój się nic Ci nie zrobie.
Spojrzał na moje ramiona. Jego twarz stężała i pozostała bez wyrazu. Jedynie w oczach dostrzegłam strach i przerażenie.
- Nie dobrze...- szepnął po cichu.
- Co? Co to jest?- zapytałyśmy z Ginny jednocześnie przestraszone.
- No jak to co? Siniaki.- powiedział ironicznie.- Masz ich więcej?
- Tak ale Ci ich nie pokażę!- oburzyłam się przestraszona, że mógłby zobaczyć moją nagą klatkę piersiową.
- Co Ci się śniło tym razem?
- To samo co zawsze. Nic interesującego.
- Powinnaś iść z tym do Mcgonagall. To nie są zwykłe siniaki.
- To co?
Nie odpowiedział tylko wyszedł pospiesznie z łazienki. Zostawił mnie i Ginny bez żadnej odpowiedzi. Stałyśmy wpatrzone w siebie z niemym pytaniem na ustach.
- Co z tym zrobisz?- zapytała w końcu Ruda.
- Nic. Poczekam, aż znikną.- odparłam i zaczęłam się ubierać w czyste ubrania, nie miałam zamiaru się już myć. Nie chciałam na nie patrzeć.
- Nie pójdziesz do dyrektorki?
- Nigdy w życiu. To tylko siniaki. Znikną po jakimś czasie.- uśmiechnęłam się do niej żeby dodać jej otuchy. A może to siebie chciałam wesprzeć.- Która już godzina?
- 7:30- powiedziała ze zdiwieniem Ginny.- Jak ten czas szybko leci. Idę się przebrać i na śniadanie. Zobaczymy się w Wielkiej Sali. Pocałowała mnie w policzek i wyszła. Ja natomiast zaczęłam się przygotowywać do wyjścia do ludzi. Ułożyłam włosy i zrobiłam lekki makijaż.
Wyszłam do swojego dormitorium, wzięłam torbę i ruszyłam na śniadanie.
Gdy już tam dotarłam wszyscy smacznie zajadali smakołyki rozłożone na stołach. Szybkim krokiem podeszłam do stołu Griffindoru i zajęłam miejsce między Deanem a Harrym.
- Witaj Hermiono! - powiedział z uśmiechem mój przyjaciel. Odwzajemniłam jego uśmiech. Położyłam na talerzu przed sobą tosta z serem i wlałam trochę herbaty do pucharu. Nie miałam ochoty jeść. Moje myśli dalej błądziły przy śnie i tych dziwnych siniakach.
- Idziesz dziś do Hogesmeade?- zapytał mnie Harry.
- Tak, chyba tak. Już sama nie wiem.
- Hermiono masz iść!- krzyknęła w moją stronę Ginny.
- No dobrze pójdę.
Resztę śniadania dokończyliśmy w ciszy. Gdy zjadłam poszłam prędko do biblioteki, żeby dokończyć zadanie domowe na Obronę Przed Czarną Magią. Uznałam, że po obiedzie pójdę do tego przeklętego Hogesmeade. Muszę mieć energię. Napisanie pracy domowej dla Snapea nie zajęło mi dużo czasu. Kiedy ją skończyłam zaczęłam pisać wypracowanie na Zaklęcia. Akurat skończę je pisać przed obiadem. Pomyślałam z uśmiechem.
Po skończonej pracy schowałam wszystko do torby i udałam się do Wielkiej Sali na obiad. Zasiadłam na miejscu obok Ginny i Parvati. Ta druga uśmiechnęła się do mnie blado. Chciałam jej coś odpowiedzieć niestety pohukiwanie sów wlatujących z pocztą mi to utrudniło.
Przed moim talerzem usiadła Evy z Prorokiem Codziennym i listem, pewnie od rodziców. Podałam płomykówce krakersa i sięgnęłam po gazetę.
TERROR W LONDYNIE. - głosił nagłówek na pierwszej stronie. Zaczęłam czytać artykuł z niemałym zainteresowaniem.
Na ulicach Londynu znowu mrocznie. Płoną mieszkania mugoli, czarodziei i czarownic nie czystej krwi. Kto stoi za tymi zamachami? Na ulicy Pokątnej grasują mroczne siły. Zginęło już 20 mugoli, 10 mugolaków i 5 charłaków. Czyżby ktoś kończył dzieło Tego Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, czy może ktoś inny bardziej mroczny chce się sprzeciwić nowemu porządkowi. Jedno jest pewne, czarodzieje, którzy mają w rodzinie choć jednego mugola lub czarodzieja nieczystej krwi muszą się mieć na baczności. Znowu nastają mroczne czasy, czy Chłopiec Który Przeżył nas uratuje? Tyle pytań i żadnych odpowiedzi. 
 Ritta Skeeter. 
Po przeczytaniu artykułu streściłam go szybko Harryemu i Ginny.
- Mam nadzieję, że moi rodzice są bezpieczni.- szepnęłam po cichu. Wtedy przypomniał mi się list od nich. Szybko sięgnęłam po kopertę i zaczęłam czytać. Rozpoznałam schludne pismo mojej mamy.
Kochana Hermiono!
Razem z tatą postanowiliśmy pojechać na krótkie wakacje. Nie martw się o nas, wszystko jest w porządku. Państwo Weasley ostrzegli nas o atakach na ludzi dlatego pojechaliśmy do nich. Twierdzą, że w 'Norze' będziemy bezpieczni. Jak tylko tam dotrzemy napisze Ci lis, Molly stwierdziła, że też napisze krótki list do swoich dzieci. Uważa, że ktoś chce nam zrobić krzywdę dlatego powiadomiła jeszcze dyrektorkę Hogwartu. Zostaniemy tu pewnie do świąt albo do czasu aż wszystko będzie już w porządku. 
 Kochający,
Mama i tata
-Ufff...- szepnęłam uradowana. Nic im nie jest. Spojrzałam na Ginny i zapytałam.- Dostałaś list od mamy?
- Tak, nie martw się. Nic im nie będzie, rodzice ich obronią.- posłała mi pokrzepiający uśmiech. Chciała coś jeszcze dodać jednakże przerwał jej stanowczy głos dyrektorki.
- W związku z zdarzeniami, które miały miejsce w Londynie dzisiejsze i następne wyjścia do Hogesmade zostają odwołane. Do czasu wyjaśnienia sprawy nie wolno wam opuszczać Hogwartu. Zaraz po obiedzie wracajcie do swoich dormitoriów. Dziękuję. - skończyła swoja wypowiedź i usiadła znowu przy stole nauczycieli.
Chyba jednak dziś nigdzie nie wyjdę. Z bladym uśmiechem ruszyłam do pokoju wspólnego prefektów naczelnych, żeby dokończyć swoją prace domową.